24.11.14

Pytanie

Może chcielibyście mały konkurs na One Shoty? Oczywiście nagrody nie będą jakieś specjalne, ale może ktoś ma jakieś race, które chciałby pokazać, ale nie ma bloga czy czegoś takiego. Przykładowe wynagrodzenia:
1 miejsce; pięć reklam bloga (jeśli takiego posiada autor), publikacja zwycięskiej pracy, jeśli autor wyrazi na to zgodę i 5 dedyków.
2 miejsce; 3 reklamy, publikacja pracy (ze zgodą) i 5 dedyków.
3 miejsce; 1 reklama, publikacja i 5 dedyków.
Dla reszty prac, które mogłyby mi się spodobać, ale zabraknie dla nich miejsc, mogłoby być po 1 lub 2 dedykach.
To oczywiście było przykładowe. Jeśli podoba wam się pomysł to napiszcie, ze chcielibyście wziąć udział i ewentualne pomysły na nagrody, ale bez przesady ;D
Dodam też ankietę.

16.11.14

Tomasetta vs Leonetta - by Stella

- Chłopaki przestańcie! - krzyknęłam. León Verdas i Tomas Heredia ciągle się kłócą, ale tym razem zaraz się pozabijają, na razie są tylko dość ostre słowa. Nagle Heredia uderzył Verdasa w twarz. Chcąc ich rozdzielić poleciałam na ścianę i uderzyłam o nią głową.
- Violetta! - krzyknęli równocześnie i podbiegli do mnie.
 - Nic ci nie jest? - zapytał jeden z nich.
- Tak, ale... Kim jesteście?
- Zadzwonię  na pogotowie - odezwał się drugi i odszedł.
- Jestem León, twój chłopak.
- Nie pamiętam cię - odparłam i złapałam się za bolącą głowę.
- Są już w drodze. Pamiętasz mnie jestem Tomas, twój chłopak - zaczęło mi się wszystko mieszać. To ile ja mam tych chłopaków?
- O poważnie?! Człowieku odpuść wreszcie, chyba nie myślisz, że namieszasz jej aż tak w głowie! - krzykną León i wziął mnie na ręce.
- Hola, hola. Puść ją! Jak długo jeszcze zamierzasz mieszać w naszym życiu?! - zatrzymał go Tomas. Już naprawdę się pogubiłam. To z którym ja w końcu chodzę? A może z żadnym.
- Co ci odpierdala człowieku?! Violetta nigdy nie była i nie będzie twoją dziewczyną! Zawsze chcesz nam wszystko zepsuć, prędzej czy później sobie wszystko przypomni i co wtedy zrobisz?! - Zdenerwował się brunet.
- Violetta ty zdecyduj. Ale najpierw przypomnij sobie wszystkie chwile jakie spędziliśmy we dwoje. Kiedy pocałowałem cię pierwszy raz na ławce w parku koło jeziorka, zachodziło słońce. Kiedy tuliłaś się do mnie podczas burzy albo oglądania horrorów. Kiedy zaprowadziłem cię w nasze sekretne miejsce pod wielkim dębem i przysięgłaś mi, że zawsze będziemy razem - powiedział Tomas, ale niestety nie przypominałam sobie, żadnej z tych rzeczy, spojrzałam na Leóna.
- To nie był z nim tylko ze mną. Violetta ufam ci i wiem, że wybierzesz dobrze - odparł León. Nie miałam pewności tylko wrażenie, że to Tomasa kocham. Podeszłam do niego i przytuliłam się. Objął mnie mocno i szepnął do ucha.
- Wiedziałem, że mnie wybierzesz - potem zwrócił się do Leóna - Możesz już iść León. I nie rób więcej z siebie takiego debila, nie wiem jak mogłeś sądzić, że namieszasz jej w głowie na tyle, żeby wybrała ciebie.
- Violetta, on cię oszukuje. Przypomnij sobie proszę - spojrzał mi w oczy. Podjechała karetka i wyszło z niej dwóch ratowników. Przebadali mnie i rzekli:
- Nic ci nie będzie. Pamięć wróci, ale niech najbliżsi przypominają ci poszczególne rzeczy. Głowa trochę poboli i przestanie - uśmiechnął się i wsiadł do pojazdu. Razem ze swoim kolegą z pracy odjechali, a ja podeszłam z Tomasem do jego samochodu. León odprowadził mnie wzrokiem, czułam to. Dojechaliśmy przed dom i weszliśmy do środka. Usiadłam na kanapie w salonie, a Tomas rozmawiał z gosposią Olgą, która opiekowała się mną kiedy rodziców nie było w domu. Amnezja nie obejmowała wszystkiego. Pamiętam, że mama i tata żyją w swoim świecie. Nie zwracają na mnie uwagi, to Olgita jest mi najbliższą osobą, traktuje ja jak ciocię.
 Minął tydzień, pamięć wciąż nie wracała, ale byłam coraz bardziej zamieszana jeśli chodzi o Tomasa i Leóna. Za każdym razem jak natknęłam się na Verdasa chciał mnie przekonać, że to jego tak naprawdę kocham, a ja za każdym razem coraz bardziej w to wierzyłam. Prawie całe wątpliwości straciłam podczas tego spotkania.
- Violetta proszę wysłuchaj mnie - stanęłam i odwróciłam się do niego dając mu znak głową żeby mówił. Zamiast tego wyjął z kieszeni zdjęcie i pokazał mi je. Byłam na nim ja i on. Przytulaliśmy się i śmieliśmy do obiektywu - Teraz mi wierzysz - uwierzyłabym gdyby nie to, że w telefonie miałam takie samo zdjęcie, tyle że byłam na nim z Tomasem. Zamiast mu odpowiadać pokazałam mu fotografię - To Photoshop! - krzyknął - Cholera! Violetta przypomnij sobie wreszcie! Nie mogę bez ciebie dłużej wytrzymać! Proszę cię.
- Przestań León. Jestem z Tomasem, a ty tylko wszystko psujesz.
- Jesteś szczęśliwa? - zapytał. Nie wiedziałam co powiedzieć, w końcu nie byłam do końca pewna swoich uczuć - Zależy mi tylko na twoim szczęściu więc jeśli on ci je daje, to odpuszczę. Musisz tylko powiedzieć, że jesteś z nim szczęśliwa - W tym momencie, za mną pojawił się Heredia.
- Mówiłem ci, że masz się do niej nie zbliżać - powiedział ostro i objął mnie - Violetta zostaw nas na chwilkę samych, ok? Poczekaj w parku na ławeczce - uśmiechnął się. Odeszłam od nich, ale nie poszłam do parku na przeciwko. Schowałam się za rogiem budynku i trochę podsłuchałam o czym rozmawiają.
- Co ty sobie wyobrażasz człowieku! Jesteś jakiś psychicznie chory! Zostaw wreszcie Viole w spokoju! Co chcesz jej powiedzieć jak sobie przypomni?! Co chcesz jej powiedzieć jak Fran wróci z Włoch! Przecież powie jej, że była ze mną, a nie z tobą! - krzyknął León.
- Żeby przypomnieć sobie o tobie musiałaby spędzać z tobą czas. A skoro uwierzyła, że mnie kocha to uwierzy że Fran jest jej wrogiem, i że ciągle kłamie. Przegrałeś León, pogódź się z tym - powiedział spokojnie.
- Jak mogłeś mnie tak oszukać?! - wyszłam z ukrycia wrzeszcząc w stronę Heredi.
- Podsłuchiwałaś?! - chyba się zdenerwował.
- No i dobrze! Przynajmniej już wiem na czym stoję! Oszukiwałeś mnie przez ten cały czas! Jesteś podły! - wykrzyczałam mu prosto w twarz za co oberwałam w twarz tak mocno, że upadłam na ziemię. Przed oczami nie miałam już chłopaków i nie słyszałam co mówią, albo robią. Widziałam za to siebie i Leóna. Siedzieliśmy na ławce obok małego jeziorka. On nagle mnie pocałował. Obraz się zmienił. Teraz leżałam na łóżku wtulona w jego tors, a za oknem szalała burza. Kolejny obrazek przedstawiał nas uśmiechniętych od ucha do ucha. Bawiliśmy się jak dzieci na plaży. Chlapaliśmy wodą, "topiliśmy" się nawzajem, itp. Obrazki zaczęły gwałtownie przyśpieszać, były ich setki. Nagle wszystko zniknęło i znów byłam w ślepej uliczce. Rozglądnęłam się poszukując Leóna, wzrokiem. Zobaczyłam go, ale wcale mnie nie ucieszyło to c ujrzałam. Tomas miał w rękach nóż i chciał przebić mu serce!!! On jest szalony! León trzymał go jak najdalej od siebie, ale nie był w najlepszej pozycji i ostrze coraz bardziej się do niego zbliżało! Chwyciłam jakąś rurkę, którą miałam pod ręką i cicho podeszłam do chłopaków. Z całej siły uderzyłam Heredie, ale nie wiem gdzie, ze strachu zamknęłam oczy. Ktoś mnie przytulił.
- Spokojnie Violetta. Już po wszystkim - powiedział. Spojrzałam w oczy Verdasa.
- Przepraszam. Jak mogłam mu uwierzyć. Jak mogłam o tobie zapomnieć. Ja... Przepraszam León - wydukałam przez łzy.
- Już dobrze. Nie masz za co przepraszać - przytulił mnie do siebie. Podjechali policjanci, najwyraźniej zdążył jeszcze po nich zadzwonić. Tomas poszedł do więzienia, miał 19 lat. Rok później ja i León wzięliśmy ślub, a 9 miesięcy później pojawił się również nasz synek. Do tej pory żyjemy szczęśliwi i kolejne dzieciątko już w drodze. Cieszę się, że skończyło się tak, a nie inaczej.

I jak? Pewnie każdy z was dobrze wiedział jak to się skończy, no ale...
macie jakieś propozycję co do kolejnego OS'a. Jaką parę najbardziej lubicie z tych, których jeszcze nie było?
Zapraszam przy okazji na nowego bloga o Lodo i Diego ;D

14.10.14

Facebook

Otóż, ogłaszam wszem i wobec, iż, albowiem... założyłam facebooka jako Stella Blanco. Już nie Domínguez. Jestem w rozłamie między nimi oboma więc zmieniłam. Za jakiś czas pewnie znowu zmienię. No, ale tu nie o to chodzi.
Założyłam to konto, aby inni blogerzy lub czytelnicy mogli mnie zaprosić lub coś tam i wiedzieć kiedy opublikuję rozdział itd. itp.
Każdy może mnie zaprosić napisać czy co tam chce.
Rozdział powinien się pojawić już nie długo ;D

27.9.14

Marcesca "Zdradzieckie lato" cz.2 - by Stella

~~Marco~~
 Jak to możliwe, Francesca nie chodzi do takich klubów w jakim wczoraj byłem. Jak dziewczyny zdołały ją do tego przekonać. Teraz mnie nienawidzi. Z drugiej strony mogę już oficjalnie być z Larą. Żałuję tylko tego, że Fran cierpi. Postanowiłem zadzwonić do Baroni i jej o wszystkim powiedzieć, jednak gdy wyjąłem telefon z kieszeni akurat zadzwoniła.
- Hej skarbie. Czego od ciebie chciała? - zapytała jak tylko nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Sama się dowiedziała. Widziała nas wczoraj w klubie - odparłem.
- Naprawdę? Możemy wreszcie się normalnie spotykać? - zapytała uradowana.
- Tak - odparłem, szczęśliwy jak ona, ale i smutny.
- Zaraz u ciebie będę - krzyknęła i się rozłączyła. Postanowiłem wrócić do domu zanim dotrze tam Lara.
 Na podjeździe stoi jej samochód, więc jednak nie zdążyłem. Wszedłem do środka i rozglądnąłem się po salonie. Nie było nikogo. Może jest w moim pokoju? Albo w ogrodzie? Nie, tam też jej nie ma, więc o co chodzi? Przecież widziałem jej samochód. Postanowiłem zajrzeć do pokoju brata, może on wie gdzie jest.

~~Lara~~
 Nareszcie ja i Marco możemy oficjalnie być razem. Jest jeden szczególik, który stoi nam na przeszkodzie, ale malutki prawie nic nie znaczący. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i otworzył mi ten mały szczególik, brat Marco.
- Nie ma go - powiedział i zbliżył się.
- Ale zaraz będzie - powiedziałam.
- Poszedł na piechotę a do Franceski ma kawałek drogi - powiedział i zaczął mnie całować.

~~Francesca~~
- Halo - odebrałam dzwoniący telefon.
- Fran proszę spotkaj się ze mną - odezwał się Marco.
- Po co? - warknęłam.
- Chcę ci wszystko wyjaśnić.
- Widziałam was, co chcesz wyjaśniać?!
- Popełniłem błąd, ale proszę wybacz mi. To była wielka pomyłka, ona mnie zdradziła z Tomásem.
- Czy ty jej teraz wybaczysz? - zapytałam.
- Nie mogę.
- A bratu wybaczysz?
- Też nie, a przynajmniej nie od razu.
- Więc czemu ja mam wybaczyć tobie?
- Bo cię kocham Fran. Zawsze kochałem tylko sam o tym nie wiedziałem.
- Ja też cię kocham Marco, ale już za późno. Nie potrafię ci wybaczyć - rozłączyłam się.

Króciutkie, ale jest. Mam nadzieję, że podoba się. Mam pomysł na kolejny OS. Powinien się pojawić, ale nie wiem kiedy. Szkoła... Rozumiecie chyba.

5.9.14

Marcesca "Zdradzieckie lato" cz.1 - by Stella

~~Francesca~~

 Właśnie spacerowałam po parku z moim chłopakiem Marco. Trzymaliśmy się za ręce i rozmawialiśmy o wszystkim, ale i o niczym. To moja pierwsza miłość, a czuję jakby miała przetrwać wszystko. Potrafimy się dogadać we wszystkich sytuacjach. Największa kłótnia jaką stoczyliśmy była o to, czy idziemy do kina czy na wycieczkę rowerową. Oczywiście wygrałam i nie przesiedzieliśmy słonecznego popołudnia w ciemnej sali kinowej. Było mi z nim naprawdę dobrze. Nasze pogawędki przerwał dzwonek telefonu szatyna. Odsunął się o krok i odebrał. Po paru sekundach wrócił.
- Przepraszam Fran. Muszę wracać do domu.
- Dobrze. Idź jeśli musisz - odparłam lekko zawiedziona. Mieliśmy dzisiaj spędzić cały dzień razem, a on ma dla mnie coraz mniej czasu.
- Spotkamy się jutro. Albo wiesz co przyjdę do ciebie jeszcze dzisiaj wieczorem.
- nie, wiesz jaka jest moja mama. Jutro.
- Dobrze - pocałował mnie w policzek i odszedł. Powolnym krokiem ruszyłam do domu, ale w połowie parku po którym przed chwilą spacerowałam z Travelli spotkałam Violę i Cami. Opowiedziałam im o dziwnym zachowaniu Marco, ale one powiedziały, że to nic takiego. Violetta i León bardzo często miewają gorsze chwile, ale kochają się i nadal są razem szczęśliwi, a Camila i Maxi bez przerwy się kłócą mimo to zaraz się godzą i o wszystkim zapominają. Pocieszyły mnie trochę i poszłyśmy na lody.

~~Marco~~

- Cześć kochanie - powiedziałem i pocałowałem Larę na przywitanie. Przyjechała tydzień temu, a po wakacjach będzie  chodzić do tej samej szkoły co ja. Od razu się zakochałem i uświadomiłem sobie, że Fran nie jest mi pisana na resztę życia. Nie wiem tylko jak jej powiedzieć, że to już koniec między nami i przy okazji jej nie zranić. Lara oczywiście nie jest zadowolona z tego, że musimy się przed nią urywać. Obiecałem jej że w tym tygodniu już się tym zajmę.
- Hej - odparła z uśmiechem - Gdzie byłeś?
- Z Franceską - odparłem.
- Powiedziałeś jej - zapytała z nadzieją, że możemy oficjalnie być razem.
- Nie. Nie wiem jak to zrobić.
- Kochasz ją? - zapytała.
- Nie. To było tylko zauroczenie.
- No więc czego się boisz? Skoro kochasz mnie a nie ją to... - przerwałem jej.
- To nie jest takie łatwe jak się wydaje. Nie chcę jej skrzywdzić.
- Ale pamiętaj, że w tym tygodniu masz jej powiedzieć.
- Wiem - odparłem - Idziemy na imprezę? - zmieniłem temat.
- Tak - odparła chwyciłem ja za rękę i udaliśmy się do klubu.

~~Francesca~~

- Nie dziewczyny. Ja nie chcę, nie lubię klubów - powiedziałam po raz któryś już dzisiaj. 
- No chodź. Proszę. Będzie fajnie, potańczymy - namawiała mnie Violetta - Nie dam ci spokoju póki nie zgodzisz się pójść - dodała. Ona jak coś mówi to zawsze tak robi, więc postanowiłam, że pójdę.W budynku było mnóstwo ludzi. Od głośnej muzyki myślałam, że bębenki mi pękną. Dziewczyny trzymały mnie za ręce i ciągnęły gdzieś, przepychając się między wirującymi ludźmi. W końcu się zatrzymały. Przed jedną z półkulistych sof. Przez jakieś pięć minut siedziałyśmy rozmawiając słuchając DJ' i jego przebojów i innych nocnych, tańczących klubowiczów. Dłużej już nie wytrzymały i popędziły na parkiet biorąc mnie oczywiście ze sobą. Tańczyłam razem z nimi, ale w pewnym momencie stanęłam jak wryta. Patrzyłam w jedno miejsce, a właściwie osobę... dwie osoby. Od razu zobaczyły, że coś jest nie tak i powędrowały za mim wzrokiem. Zatrzymały się na moim chłopaku obściskującym się z jakąś brunetką. Szybko wyszłam z klubu a one zaraz za mną.
- Fran, spokojnie - próbowały mnie uspokoić. Chodziłam w kółko przed drzwiami budynku i dosłownie ryczałam jak dziecko.
- Jak mogłam ego nie zauważyć, ja mogłam być taka głupia, no jak?! - darłam się sama na siebie.
- Fran to nie twoja wina, nie ty go zraniłaś. To on powinien się źle czuć z tym, że cie zdradza. Jedno jest pewne z nim już koniec. A teraz chodź kupimy tonę lodów i idziemy do ciebie, oglądać filmy. Zostaniemy też na noc jeśli chcesz. Najważniejsze żebyś o tym nie myślała - oznajmiła Violetta. Podeszłam do niej i Camili, po czym obie mocno przytuliłam.
- Dziękuję, nie wiem co bym bez was zrobiła.

~~Następnego dnia. Południe~~

Cami i Viola poszły już do domu, a ja umówiłam się z Marco u mnie w domu. Od momentu jak skończyłam z nim rozmawiać, chodzę nerwowo po całym domu i panikuję. Od czasu do czasu mała łza spływa mi też po policzku.Za chwilę powinien przyjść. Zamierzam mu wszystko wygarnąć, ale jak to ja. Dużo myślę mało robię. Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam i otworzyłam. To był on, jak mnie zobaczył wesoła mina zmieniła się w smutną.
- Płakałaś? Co się stało? - zapytał troskliwie i chciał mnie przytulić, ale odepchnęłam jego ręce.
- Nienawidzę cię! Jak mogłeś mnie zdradzić! - przeszłam od razu do rzeczy.
- Co sąd wiesz?!
- Widziałam. Wczoraj w klubie. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Znikaj z mojego życia! - zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.

Tak prezentuje się część pierwsza. Ciekawa? Według mnie nie, to miało być trochę inne, ale ja zawsze zmieniam coś podczas pisania. Skoro już szkoła to ja napisałam coś co się dzieje na wakacjach ;D
Jak tam pierwszy tydzień szkoły. Macie już jakieś oceny, mi się szykuje z Angielskiego. Nauczycielka wzięła mi zeszyt, z zadaniem, które było zrobione tylko na brudno ołówkiem... So you know...
Życzę wam sukcesów i czekam na opinie;D

30.8.14

Fedemiła - „Jestem twoja a Ty należysz do mnie” - cz.2/3

Opowiadanie zawiera treści wulgarne i nieprzyzwoite.
Czytasz na własną odpowiedzialność.

* Perspektywa Ludmiły *
Bawiłam się znakomicie. Byłam zmęczona tańczeniem, ale głośna, rytmiczna muzyka dodawała mi energii. Tomas odszedł na chwilę do baru. A ja dalej tańczyłam. Jednak bez jego dłoni na moim ciele szło mi o wiele gorzej. Chwiałam się. Porcje alkoholu, które przeszły przez moje gardło dawały o sobie znać.
Nagle poczułam silne, męskie dłonie na mojej talii. To raczej nie był mój chłopak, bo bar był z innej strony a poza tym on miałby ręce zajęte drinkami.
To przecież był tylko taniec. Tańczyłam już z wieloma partnerami tej nocy, to chyba nie jest grzech. Przecież od tańczenia nie zachodzi się w ciążę.
Dłonie przysunęły mnie bliżej. Zakołysałam lekko biodrami ocierając się się o chłopaka za mną. Odchyliłam głowę na bok i jego twarz znalazła się tuż przy mojej.
Poczułam ostrą woń alkoholu a do tego znajomy zapach perfum, które zawsze uwielbiałam.
Federico przycisnął usta do wgłębienia w moim obojczyku i przesunął nimi po moim nieosłoniętym ramieniu. Jego dłonie splotły się na moim brzuchu tak że nasze ciała stykały się na całej długości.
Tomas nie byłby zadowolony, że tańczę ze swoim byłym i to jeszcze w taki sposób. Powinnam była się odsunąć i dać Federico w twarz, jeśli nie ze względu na mojego chłopaka to przez wzgląd na moją godność. Jednak nie potrafiłam. Jego dotyk choćby najsubtelniejszy zawsze rozpalał moje zmysły. A sposób w jaki mnie dotykał w tamtym momencie był absolutnym przeciwieństwem subtelności. Pragnienie i pożądani wygrało małą wojnę wewnątrz mnie.
Odwróciłam się przodem i moje usta odnalazły jego. Z początku był zaskoczony, ale odwzajemnił pocałunek po sekundzie go pogłębiając.
Pół godziny później zaproponował żebyśmy usiedli i odpoczęli. Tomas nie wracał z drinkami, które mi obiecał. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale jest przecież dużym chłopcem da sobie radę sam. W połowie drogi do boksów gwałtownie zatrzymałam się i odwróciłam przodem do niego. Kołnierzyk jego idealnie opinającej tors koszuli prześlizgnął się między moimi palcami.
-Wolałabym jechać już do domu – powiedziałam i nie wiedzieć czemu uśmiechnęłam się zalotnie.
Po kwadransie taksówka zatrzymała się pod moim domem. Federico dzielnie zaproponował, że odprowadzi mnie do samego łóżka. Zanim przekręciłam klucz w drzwiach wejściowych taksówkach odjechał z piskiem opon. Fede zaklął pod nosem, bo nie miał jak wrócić do siebie.
Chwiejnie weszliśmy po schodach na piętro. Zatrzymałam się przed drzwiami do mojego pokoju. Stanęłam na palcach i pocałowałam go krótko w usta. Moje ręce przypomniały sobie kształt jego ramion i torsu, odnalazły pierwszy guzik jego koszuli. Spojrzałam mu z zapytaniem w oczy i rozpięłam kolejny guzik. Jego źrenice były mocno rozszerzone, spojrzenie pełnie pożądania. Widząc to rozpięłam kolejne kilka guzików wciąż przyglądając się jego twarzy. Gdy położył jedną dłoń na moim biodrze a drugą na klamce do mojego pokoju na jego ustach zaigrał uśmiech. Po chwili poczułam pod nagimi stopami znajomą miękkość wykładziny i wiedziałam, że znajdujemy się teraz w moim małym królestwie. Rozpięłam do końca jego koszulę i przejechałam dłońmi po jego klatce piersiowej i brzuchu. Jego mięśnie znacznie się powiększyły od czasu kiedy ostatni raz ich dotykałam. Musiał spędzić sporo czasu na siłowni po naszym rozstaniu. Ręce Federico wodziły przez sekundę po moich plecach a potem jednym sprawnym ruchem rozsunął zamek błyskawiczny mojej sukienki. Białe koronkowe cudo wylądowało na ziemi pod naszymi stopami podobnie jak jego niebieska koszula.
Pocałował nie z ogromną siłą, pasją i namiętnością. Padliśmy na moje łóżko splątani w swoich objęciach.

Ostatnią rzeczą jaką pamiętam zanim zasnęłam były nasze usta tuż obok siebie układające się w jeden spójny szept „Kocham Cię”.



Więc tak oto prezentuje się druga część tej historii. Wiem, że jest to bardzoo, bardzoo krótkie ale chciałam zakończyć w tym momencie. 
Mam nadzieję, że wam się spodobało. 
Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach, Ańćć.

Diecesca "Od nienawiści do miłości" cz.2 - by Stella

- Ktoś tu zasługuje na przyznanie racji - nadal upierała się przy jednym Camila.
- Wcale, że nie - nie lubię przyznawać komuś racji, a zwłaszcza jak jeszcze nie było pewne, że tą rację ma. Odprowadziły mnie do domu i obiecały, że jutro przyjdą pomóc mi w przygotowaniu się do, jak one to nazwały, "randki z Diego". 

- Dziewczyny przesadzacie, a co z wami też musicie się przygotować - chciałam żeby wreszcie zostawiły moją twarz, paznokcie i włosy w spokoju. 
- Zdążymy, ale ty już niekoniecznie. Potrzebujesz mojej pomocy, najlepiej to założyłabyś tą sukienkę i buty. Zero makijażu, zwykła fryzura i brak dodatków. Teraz nie gadaj tylko siadaj i daj działać profesjonalistkom. Violetta ty zajmij się fryzurą, a ja paznokciami - zarządziła Camila i ja już nie miałam prawa głosu. Na koniec założyłam sukienkę, którą razem wybrałyśmy. Po wielu błaganiach dziewczyny uległy i zostały przy podkreśleniu oczu czarnym tuszem i kredką, oraz czarowną szminką i błyszczykiem truskawkowym. Potem wzięły się za siebie, zajęło im to parę minut. Violetta wyglądała świetnie w swojej sukience, Camila też. Mój brat zrobił nam zdjęcie. Dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, Był tam Maxi i León. Zabrali dziewczyny i pojechali na bal. Niecałą minute potem znów usłyszałam pukanie. Tym razem to był Diego.
- Hej - powiedziałam, ale on mi nie odpowiedział. Klasnęłam mu dłońmi przed twarzą.
- Cześć... Wyglądasz... Przepięknie - uśmiechnęłam się i chyba trochę zarumieniłam - Idziemy?
- Tak - złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Dotarliśmy do szkoły w parę minut. Na wejściu spotkałam się ze złym spojrzeniem Ludmily. Była ona skąpo ubrana. Ignorując to szłam dalej. Bal się rozkręcał, a po jakimś czasie na scenę wszedł dyrektor i wywołał na scenę blondynkę i Leóna. Chłopak niechętnie opuścił Viole. Zaśpiewali "Ahí estaré". Przyszedł czas na nas. Weszłam na scenę strasznie zdenerwowana. Diego zaczął śpiewać naszą piosenkę:
Diego:
No soy ave para volar
Y en un cuadro no sé pintar
No soy poeta, escultor
Tan sólo soy lo que soy

Ja:
Las estrellas no sé leer
Y la luna no bajaré
No soy el cielo, ni el sol
Tan sólo soy

Razem:
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr, prueba imaginar

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.

Diego:
No soy el sol que se pone en el mar
No sé nada que esté por pasar
No soy un príncipe azul
Tan sólo soy

Razem:
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr (lo puedes lograr...), prueba imaginar

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción

No es el destino
Ni la suerte que vino por mí
Lo imaginamos y la magia te trajo hasta aquí

Ja:
Podemos pintar 

Razem:
colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
 Po skończonej piosence przytuliłam się do niego. Zeszliśmy ze sceny.
- Byłaś świetna - powiedział - Pójdę po coś do picia - dodał i odszedł.
- Nie zastanawia cię gdzie poszedł - usłyszałam dziewczęcy głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Naty. 
- Po pocie, a co?
- Po co poszedł tak naprawdę. Uwierz mi znam go dłużej niż ty.
- O czym ty mówisz - złapała mnie za rękę i pociągnęła gdzieś - Ludmila wam tak szybko nie odpuści, a on jak widać nie zamierza trzymać się tylko ciebie - zobaczyłam jak razem tańczą, a właśnie leciała wolna piosenka. Nic między nami nie ma, ale to i tak zabolało. Wybiegłam ze szkoły, ale zaraz po przekroczeniu progu, ktoś złapał mnie w pasie i pociągnął w swoją stronę. Było ich dwóch.

~~Diego~~

 Poszedłem po picie dla mnie i Franceski, ale gdy nalewałem poncz do szklanek podeszła do mnie Ludmila.
- Czego chcesz? - zapytałem.
- Porozmawiać.
- Nie mamy o czym, zerwałem z tobą. Pogódź się z tym.
- Ostatni taniec proszę - uśmiechnęła się. 
- Odczepisz się? - zapytałem, pokiwała twierdząco głową. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na parkiet. Leciała wolna piosenka, więc oplotła ręce wokół mojej szyi, a ja położyłam ręce na jej tali.
- Chciałam życzyć ci też szczęścia, z... Francescą - powiedziała po chwili.
- Ty? - zapytałem nie dowierzając - dobra wiesz co muszę już iść - powiedziała i dosłownie pobiegła do drzwi. Wróciłem do ponczu, ale moją kolejną próbę nalania napoju do szklanek przerwała Naty.
- Chodź ze mną - powiedziała i nie czekając na reakcję chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę, w którą przed chwilą pobiegła Ludmila. O co im wszystkim chodzi. Prowadziła mnie do szkolnej "przechowywalni". Były tam zapasowe instrumenty, kostiumy i inne tego typu rzeczy, które nie mieściły się w klasach. To wszystko było co najmniej dziwne. To co tam zobaczyłem przeraziło mnie. Francesca była związana, a jej usta były zaklejone taśmą. Obok niej stała Ludmila i coś mówiła, ale za cicho, żebym mógł usłyszeć.
- Francesca! - krzyknąłem i chciałem do niej podbiec, ale dwóch ogromnych kolesi mnie zatrzymało.
- Diego? Miło, że wpadłeś.
- Jesteś nienormalna! Wypuść ją! - krzyczałem. Podeszła do mnie.
- Z chęcią, jeśli do mnie wrócisz.
- Odbiło ci?!
- Nie do końca. Ja tylko potrafię walczyć o swoje. Decyduj. Wrócisz do mnie, a jej się nic nie stanie.
- Albo? - zaśmiała się.
- Albo zabiję tą sukę. Wybieraj, daję ci wolną rękę - kiwnęła głową, żeby mnie puścili, ale nadal byli w gotowości. Szybko to wykorzystałem i znokautowałem ich. Oboje padli na ziemię trzymając krwawiące nosy. Ludmilę odepchnąłem na bok i podszedłem do związanej szatynki. Na policzkach miała łzy. Rozwiązałem jej ręce i delikatnie odkleiłem taśmę z jej twarzy. Wziąłem ją na ręce. Wtuliła się we mnie i objęła rękami moją szyję. Szybko z nią wyszedłem.

No a dalej to już każdy wie, że wszystko dobrze. Ludmila więcej ich nie niepokoiła. Po jakimś czasie wzięli ślub i urodziło im się dwoje dzieci. 
Z mojej strony kolejny HappyEnd i mam już pomysł na kolejny OS, więc niedługo znowu się pokażę. Zapraszam też tu. Czekam też na komentarze.