27.9.14

Marcesca "Zdradzieckie lato" cz.2 - by Stella

~~Marco~~
 Jak to możliwe, Francesca nie chodzi do takich klubów w jakim wczoraj byłem. Jak dziewczyny zdołały ją do tego przekonać. Teraz mnie nienawidzi. Z drugiej strony mogę już oficjalnie być z Larą. Żałuję tylko tego, że Fran cierpi. Postanowiłem zadzwonić do Baroni i jej o wszystkim powiedzieć, jednak gdy wyjąłem telefon z kieszeni akurat zadzwoniła.
- Hej skarbie. Czego od ciebie chciała? - zapytała jak tylko nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Sama się dowiedziała. Widziała nas wczoraj w klubie - odparłem.
- Naprawdę? Możemy wreszcie się normalnie spotykać? - zapytała uradowana.
- Tak - odparłem, szczęśliwy jak ona, ale i smutny.
- Zaraz u ciebie będę - krzyknęła i się rozłączyła. Postanowiłem wrócić do domu zanim dotrze tam Lara.
 Na podjeździe stoi jej samochód, więc jednak nie zdążyłem. Wszedłem do środka i rozglądnąłem się po salonie. Nie było nikogo. Może jest w moim pokoju? Albo w ogrodzie? Nie, tam też jej nie ma, więc o co chodzi? Przecież widziałem jej samochód. Postanowiłem zajrzeć do pokoju brata, może on wie gdzie jest.

~~Lara~~
 Nareszcie ja i Marco możemy oficjalnie być razem. Jest jeden szczególik, który stoi nam na przeszkodzie, ale malutki prawie nic nie znaczący. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i otworzył mi ten mały szczególik, brat Marco.
- Nie ma go - powiedział i zbliżył się.
- Ale zaraz będzie - powiedziałam.
- Poszedł na piechotę a do Franceski ma kawałek drogi - powiedział i zaczął mnie całować.

~~Francesca~~
- Halo - odebrałam dzwoniący telefon.
- Fran proszę spotkaj się ze mną - odezwał się Marco.
- Po co? - warknęłam.
- Chcę ci wszystko wyjaśnić.
- Widziałam was, co chcesz wyjaśniać?!
- Popełniłem błąd, ale proszę wybacz mi. To była wielka pomyłka, ona mnie zdradziła z Tomásem.
- Czy ty jej teraz wybaczysz? - zapytałam.
- Nie mogę.
- A bratu wybaczysz?
- Też nie, a przynajmniej nie od razu.
- Więc czemu ja mam wybaczyć tobie?
- Bo cię kocham Fran. Zawsze kochałem tylko sam o tym nie wiedziałem.
- Ja też cię kocham Marco, ale już za późno. Nie potrafię ci wybaczyć - rozłączyłam się.

Króciutkie, ale jest. Mam nadzieję, że podoba się. Mam pomysł na kolejny OS. Powinien się pojawić, ale nie wiem kiedy. Szkoła... Rozumiecie chyba.

5.9.14

Marcesca "Zdradzieckie lato" cz.1 - by Stella

~~Francesca~~

 Właśnie spacerowałam po parku z moim chłopakiem Marco. Trzymaliśmy się za ręce i rozmawialiśmy o wszystkim, ale i o niczym. To moja pierwsza miłość, a czuję jakby miała przetrwać wszystko. Potrafimy się dogadać we wszystkich sytuacjach. Największa kłótnia jaką stoczyliśmy była o to, czy idziemy do kina czy na wycieczkę rowerową. Oczywiście wygrałam i nie przesiedzieliśmy słonecznego popołudnia w ciemnej sali kinowej. Było mi z nim naprawdę dobrze. Nasze pogawędki przerwał dzwonek telefonu szatyna. Odsunął się o krok i odebrał. Po paru sekundach wrócił.
- Przepraszam Fran. Muszę wracać do domu.
- Dobrze. Idź jeśli musisz - odparłam lekko zawiedziona. Mieliśmy dzisiaj spędzić cały dzień razem, a on ma dla mnie coraz mniej czasu.
- Spotkamy się jutro. Albo wiesz co przyjdę do ciebie jeszcze dzisiaj wieczorem.
- nie, wiesz jaka jest moja mama. Jutro.
- Dobrze - pocałował mnie w policzek i odszedł. Powolnym krokiem ruszyłam do domu, ale w połowie parku po którym przed chwilą spacerowałam z Travelli spotkałam Violę i Cami. Opowiedziałam im o dziwnym zachowaniu Marco, ale one powiedziały, że to nic takiego. Violetta i León bardzo często miewają gorsze chwile, ale kochają się i nadal są razem szczęśliwi, a Camila i Maxi bez przerwy się kłócą mimo to zaraz się godzą i o wszystkim zapominają. Pocieszyły mnie trochę i poszłyśmy na lody.

~~Marco~~

- Cześć kochanie - powiedziałem i pocałowałem Larę na przywitanie. Przyjechała tydzień temu, a po wakacjach będzie  chodzić do tej samej szkoły co ja. Od razu się zakochałem i uświadomiłem sobie, że Fran nie jest mi pisana na resztę życia. Nie wiem tylko jak jej powiedzieć, że to już koniec między nami i przy okazji jej nie zranić. Lara oczywiście nie jest zadowolona z tego, że musimy się przed nią urywać. Obiecałem jej że w tym tygodniu już się tym zajmę.
- Hej - odparła z uśmiechem - Gdzie byłeś?
- Z Franceską - odparłem.
- Powiedziałeś jej - zapytała z nadzieją, że możemy oficjalnie być razem.
- Nie. Nie wiem jak to zrobić.
- Kochasz ją? - zapytała.
- Nie. To było tylko zauroczenie.
- No więc czego się boisz? Skoro kochasz mnie a nie ją to... - przerwałem jej.
- To nie jest takie łatwe jak się wydaje. Nie chcę jej skrzywdzić.
- Ale pamiętaj, że w tym tygodniu masz jej powiedzieć.
- Wiem - odparłem - Idziemy na imprezę? - zmieniłem temat.
- Tak - odparła chwyciłem ja za rękę i udaliśmy się do klubu.

~~Francesca~~

- Nie dziewczyny. Ja nie chcę, nie lubię klubów - powiedziałam po raz któryś już dzisiaj. 
- No chodź. Proszę. Będzie fajnie, potańczymy - namawiała mnie Violetta - Nie dam ci spokoju póki nie zgodzisz się pójść - dodała. Ona jak coś mówi to zawsze tak robi, więc postanowiłam, że pójdę.W budynku było mnóstwo ludzi. Od głośnej muzyki myślałam, że bębenki mi pękną. Dziewczyny trzymały mnie za ręce i ciągnęły gdzieś, przepychając się między wirującymi ludźmi. W końcu się zatrzymały. Przed jedną z półkulistych sof. Przez jakieś pięć minut siedziałyśmy rozmawiając słuchając DJ' i jego przebojów i innych nocnych, tańczących klubowiczów. Dłużej już nie wytrzymały i popędziły na parkiet biorąc mnie oczywiście ze sobą. Tańczyłam razem z nimi, ale w pewnym momencie stanęłam jak wryta. Patrzyłam w jedno miejsce, a właściwie osobę... dwie osoby. Od razu zobaczyły, że coś jest nie tak i powędrowały za mim wzrokiem. Zatrzymały się na moim chłopaku obściskującym się z jakąś brunetką. Szybko wyszłam z klubu a one zaraz za mną.
- Fran, spokojnie - próbowały mnie uspokoić. Chodziłam w kółko przed drzwiami budynku i dosłownie ryczałam jak dziecko.
- Jak mogłam ego nie zauważyć, ja mogłam być taka głupia, no jak?! - darłam się sama na siebie.
- Fran to nie twoja wina, nie ty go zraniłaś. To on powinien się źle czuć z tym, że cie zdradza. Jedno jest pewne z nim już koniec. A teraz chodź kupimy tonę lodów i idziemy do ciebie, oglądać filmy. Zostaniemy też na noc jeśli chcesz. Najważniejsze żebyś o tym nie myślała - oznajmiła Violetta. Podeszłam do niej i Camili, po czym obie mocno przytuliłam.
- Dziękuję, nie wiem co bym bez was zrobiła.

~~Następnego dnia. Południe~~

Cami i Viola poszły już do domu, a ja umówiłam się z Marco u mnie w domu. Od momentu jak skończyłam z nim rozmawiać, chodzę nerwowo po całym domu i panikuję. Od czasu do czasu mała łza spływa mi też po policzku.Za chwilę powinien przyjść. Zamierzam mu wszystko wygarnąć, ale jak to ja. Dużo myślę mało robię. Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam i otworzyłam. To był on, jak mnie zobaczył wesoła mina zmieniła się w smutną.
- Płakałaś? Co się stało? - zapytał troskliwie i chciał mnie przytulić, ale odepchnęłam jego ręce.
- Nienawidzę cię! Jak mogłeś mnie zdradzić! - przeszłam od razu do rzeczy.
- Co sąd wiesz?!
- Widziałam. Wczoraj w klubie. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Znikaj z mojego życia! - zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.

Tak prezentuje się część pierwsza. Ciekawa? Według mnie nie, to miało być trochę inne, ale ja zawsze zmieniam coś podczas pisania. Skoro już szkoła to ja napisałam coś co się dzieje na wakacjach ;D
Jak tam pierwszy tydzień szkoły. Macie już jakieś oceny, mi się szykuje z Angielskiego. Nauczycielka wzięła mi zeszyt, z zadaniem, które było zrobione tylko na brudno ołówkiem... So you know...
Życzę wam sukcesów i czekam na opinie;D

30.8.14

Fedemiła - „Jestem twoja a Ty należysz do mnie” - cz.2/3

Opowiadanie zawiera treści wulgarne i nieprzyzwoite.
Czytasz na własną odpowiedzialność.

* Perspektywa Ludmiły *
Bawiłam się znakomicie. Byłam zmęczona tańczeniem, ale głośna, rytmiczna muzyka dodawała mi energii. Tomas odszedł na chwilę do baru. A ja dalej tańczyłam. Jednak bez jego dłoni na moim ciele szło mi o wiele gorzej. Chwiałam się. Porcje alkoholu, które przeszły przez moje gardło dawały o sobie znać.
Nagle poczułam silne, męskie dłonie na mojej talii. To raczej nie był mój chłopak, bo bar był z innej strony a poza tym on miałby ręce zajęte drinkami.
To przecież był tylko taniec. Tańczyłam już z wieloma partnerami tej nocy, to chyba nie jest grzech. Przecież od tańczenia nie zachodzi się w ciążę.
Dłonie przysunęły mnie bliżej. Zakołysałam lekko biodrami ocierając się się o chłopaka za mną. Odchyliłam głowę na bok i jego twarz znalazła się tuż przy mojej.
Poczułam ostrą woń alkoholu a do tego znajomy zapach perfum, które zawsze uwielbiałam.
Federico przycisnął usta do wgłębienia w moim obojczyku i przesunął nimi po moim nieosłoniętym ramieniu. Jego dłonie splotły się na moim brzuchu tak że nasze ciała stykały się na całej długości.
Tomas nie byłby zadowolony, że tańczę ze swoim byłym i to jeszcze w taki sposób. Powinnam była się odsunąć i dać Federico w twarz, jeśli nie ze względu na mojego chłopaka to przez wzgląd na moją godność. Jednak nie potrafiłam. Jego dotyk choćby najsubtelniejszy zawsze rozpalał moje zmysły. A sposób w jaki mnie dotykał w tamtym momencie był absolutnym przeciwieństwem subtelności. Pragnienie i pożądani wygrało małą wojnę wewnątrz mnie.
Odwróciłam się przodem i moje usta odnalazły jego. Z początku był zaskoczony, ale odwzajemnił pocałunek po sekundzie go pogłębiając.
Pół godziny później zaproponował żebyśmy usiedli i odpoczęli. Tomas nie wracał z drinkami, które mi obiecał. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale jest przecież dużym chłopcem da sobie radę sam. W połowie drogi do boksów gwałtownie zatrzymałam się i odwróciłam przodem do niego. Kołnierzyk jego idealnie opinającej tors koszuli prześlizgnął się między moimi palcami.
-Wolałabym jechać już do domu – powiedziałam i nie wiedzieć czemu uśmiechnęłam się zalotnie.
Po kwadransie taksówka zatrzymała się pod moim domem. Federico dzielnie zaproponował, że odprowadzi mnie do samego łóżka. Zanim przekręciłam klucz w drzwiach wejściowych taksówkach odjechał z piskiem opon. Fede zaklął pod nosem, bo nie miał jak wrócić do siebie.
Chwiejnie weszliśmy po schodach na piętro. Zatrzymałam się przed drzwiami do mojego pokoju. Stanęłam na palcach i pocałowałam go krótko w usta. Moje ręce przypomniały sobie kształt jego ramion i torsu, odnalazły pierwszy guzik jego koszuli. Spojrzałam mu z zapytaniem w oczy i rozpięłam kolejny guzik. Jego źrenice były mocno rozszerzone, spojrzenie pełnie pożądania. Widząc to rozpięłam kolejne kilka guzików wciąż przyglądając się jego twarzy. Gdy położył jedną dłoń na moim biodrze a drugą na klamce do mojego pokoju na jego ustach zaigrał uśmiech. Po chwili poczułam pod nagimi stopami znajomą miękkość wykładziny i wiedziałam, że znajdujemy się teraz w moim małym królestwie. Rozpięłam do końca jego koszulę i przejechałam dłońmi po jego klatce piersiowej i brzuchu. Jego mięśnie znacznie się powiększyły od czasu kiedy ostatni raz ich dotykałam. Musiał spędzić sporo czasu na siłowni po naszym rozstaniu. Ręce Federico wodziły przez sekundę po moich plecach a potem jednym sprawnym ruchem rozsunął zamek błyskawiczny mojej sukienki. Białe koronkowe cudo wylądowało na ziemi pod naszymi stopami podobnie jak jego niebieska koszula.
Pocałował nie z ogromną siłą, pasją i namiętnością. Padliśmy na moje łóżko splątani w swoich objęciach.

Ostatnią rzeczą jaką pamiętam zanim zasnęłam były nasze usta tuż obok siebie układające się w jeden spójny szept „Kocham Cię”.



Więc tak oto prezentuje się druga część tej historii. Wiem, że jest to bardzoo, bardzoo krótkie ale chciałam zakończyć w tym momencie. 
Mam nadzieję, że wam się spodobało. 
Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach, Ańćć.

Diecesca "Od nienawiści do miłości" cz.2 - by Stella

- Ktoś tu zasługuje na przyznanie racji - nadal upierała się przy jednym Camila.
- Wcale, że nie - nie lubię przyznawać komuś racji, a zwłaszcza jak jeszcze nie było pewne, że tą rację ma. Odprowadziły mnie do domu i obiecały, że jutro przyjdą pomóc mi w przygotowaniu się do, jak one to nazwały, "randki z Diego". 

- Dziewczyny przesadzacie, a co z wami też musicie się przygotować - chciałam żeby wreszcie zostawiły moją twarz, paznokcie i włosy w spokoju. 
- Zdążymy, ale ty już niekoniecznie. Potrzebujesz mojej pomocy, najlepiej to założyłabyś tą sukienkę i buty. Zero makijażu, zwykła fryzura i brak dodatków. Teraz nie gadaj tylko siadaj i daj działać profesjonalistkom. Violetta ty zajmij się fryzurą, a ja paznokciami - zarządziła Camila i ja już nie miałam prawa głosu. Na koniec założyłam sukienkę, którą razem wybrałyśmy. Po wielu błaganiach dziewczyny uległy i zostały przy podkreśleniu oczu czarnym tuszem i kredką, oraz czarowną szminką i błyszczykiem truskawkowym. Potem wzięły się za siebie, zajęło im to parę minut. Violetta wyglądała świetnie w swojej sukience, Camila też. Mój brat zrobił nam zdjęcie. Dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, Był tam Maxi i León. Zabrali dziewczyny i pojechali na bal. Niecałą minute potem znów usłyszałam pukanie. Tym razem to był Diego.
- Hej - powiedziałam, ale on mi nie odpowiedział. Klasnęłam mu dłońmi przed twarzą.
- Cześć... Wyglądasz... Przepięknie - uśmiechnęłam się i chyba trochę zarumieniłam - Idziemy?
- Tak - złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Dotarliśmy do szkoły w parę minut. Na wejściu spotkałam się ze złym spojrzeniem Ludmily. Była ona skąpo ubrana. Ignorując to szłam dalej. Bal się rozkręcał, a po jakimś czasie na scenę wszedł dyrektor i wywołał na scenę blondynkę i Leóna. Chłopak niechętnie opuścił Viole. Zaśpiewali "Ahí estaré". Przyszedł czas na nas. Weszłam na scenę strasznie zdenerwowana. Diego zaczął śpiewać naszą piosenkę:
Diego:
No soy ave para volar
Y en un cuadro no sé pintar
No soy poeta, escultor
Tan sólo soy lo que soy

Ja:
Las estrellas no sé leer
Y la luna no bajaré
No soy el cielo, ni el sol
Tan sólo soy

Razem:
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr, prueba imaginar

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.

Diego:
No soy el sol que se pone en el mar
No sé nada que esté por pasar
No soy un príncipe azul
Tan sólo soy

Razem:
Pero hay cosas que sí sé
Ven aquí te mostraré
En tu ojos puedo ver
Lo puedes lograr (lo puedes lograr...), prueba imaginar

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción

No es el destino
Ni la suerte que vino por mí
Lo imaginamos y la magia te trajo hasta aquí

Ja:
Podemos pintar 

Razem:
colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
 Po skończonej piosence przytuliłam się do niego. Zeszliśmy ze sceny.
- Byłaś świetna - powiedział - Pójdę po coś do picia - dodał i odszedł.
- Nie zastanawia cię gdzie poszedł - usłyszałam dziewczęcy głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Naty. 
- Po pocie, a co?
- Po co poszedł tak naprawdę. Uwierz mi znam go dłużej niż ty.
- O czym ty mówisz - złapała mnie za rękę i pociągnęła gdzieś - Ludmila wam tak szybko nie odpuści, a on jak widać nie zamierza trzymać się tylko ciebie - zobaczyłam jak razem tańczą, a właśnie leciała wolna piosenka. Nic między nami nie ma, ale to i tak zabolało. Wybiegłam ze szkoły, ale zaraz po przekroczeniu progu, ktoś złapał mnie w pasie i pociągnął w swoją stronę. Było ich dwóch.

~~Diego~~

 Poszedłem po picie dla mnie i Franceski, ale gdy nalewałem poncz do szklanek podeszła do mnie Ludmila.
- Czego chcesz? - zapytałem.
- Porozmawiać.
- Nie mamy o czym, zerwałem z tobą. Pogódź się z tym.
- Ostatni taniec proszę - uśmiechnęła się. 
- Odczepisz się? - zapytałem, pokiwała twierdząco głową. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na parkiet. Leciała wolna piosenka, więc oplotła ręce wokół mojej szyi, a ja położyłam ręce na jej tali.
- Chciałam życzyć ci też szczęścia, z... Francescą - powiedziała po chwili.
- Ty? - zapytałem nie dowierzając - dobra wiesz co muszę już iść - powiedziała i dosłownie pobiegła do drzwi. Wróciłem do ponczu, ale moją kolejną próbę nalania napoju do szklanek przerwała Naty.
- Chodź ze mną - powiedziała i nie czekając na reakcję chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę, w którą przed chwilą pobiegła Ludmila. O co im wszystkim chodzi. Prowadziła mnie do szkolnej "przechowywalni". Były tam zapasowe instrumenty, kostiumy i inne tego typu rzeczy, które nie mieściły się w klasach. To wszystko było co najmniej dziwne. To co tam zobaczyłem przeraziło mnie. Francesca była związana, a jej usta były zaklejone taśmą. Obok niej stała Ludmila i coś mówiła, ale za cicho, żebym mógł usłyszeć.
- Francesca! - krzyknąłem i chciałem do niej podbiec, ale dwóch ogromnych kolesi mnie zatrzymało.
- Diego? Miło, że wpadłeś.
- Jesteś nienormalna! Wypuść ją! - krzyczałem. Podeszła do mnie.
- Z chęcią, jeśli do mnie wrócisz.
- Odbiło ci?!
- Nie do końca. Ja tylko potrafię walczyć o swoje. Decyduj. Wrócisz do mnie, a jej się nic nie stanie.
- Albo? - zaśmiała się.
- Albo zabiję tą sukę. Wybieraj, daję ci wolną rękę - kiwnęła głową, żeby mnie puścili, ale nadal byli w gotowości. Szybko to wykorzystałem i znokautowałem ich. Oboje padli na ziemię trzymając krwawiące nosy. Ludmilę odepchnąłem na bok i podszedłem do związanej szatynki. Na policzkach miała łzy. Rozwiązałem jej ręce i delikatnie odkleiłem taśmę z jej twarzy. Wziąłem ją na ręce. Wtuliła się we mnie i objęła rękami moją szyję. Szybko z nią wyszedłem.

No a dalej to już każdy wie, że wszystko dobrze. Ludmila więcej ich nie niepokoiła. Po jakimś czasie wzięli ślub i urodziło im się dwoje dzieci. 
Z mojej strony kolejny HappyEnd i mam już pomysł na kolejny OS, więc niedługo znowu się pokażę. Zapraszam też tu. Czekam też na komentarze.

26.8.14

Diecesca "Od nienawiści do miłości" cz.1 - by Stella

 Nowa szkoła. Ciekawe kiedy znajdę przyjaciół, bo wrogów to na pewno dzisiaj. Przekraczając próg budynku czułam na sobie spojrzenie innych i ciche szepty typu "To pewnie ta nowa", albo "Nowa buźka". Zapowiada się świetnie - pomyślałam ironicznie. Podbiegły do mnie dwie dziewczyny uśmiechnięte od ucha do ucha i krzyknęły:
- Witaj w Studiu!!!
- Cześć, jestem Francesca - przedstawiłam się i podałam im rękę.
- Wiemy. To jest Cami, a ja Violetta - one mają jakiś skurcz twarzy czy co? Ja nie potrafię się tak szeroko uśmiechać.
- Skąd znacie moje imię?
- Każdy je zna - są nieco świrnięte, ale bardzo miłe i przyjacielskie. Złapałyśmy dobry kontakt. Już na pierwszej lekcji, miałam okazję poznać kogoś z kogo chyba brały przykład. Były to zajęcia z Beto. Na przerwie wybrałyśmy się do restauracji obok. Zamówiłyśmy sobie soki i ruszyłyśmy w stronę drzwi z zamiarem spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Nie patrząc przed siebie weszłam w kogoś i wylałam sok. Ta dziewczyna zaczęła piszczeć.
- Aaaa!!! Coś ty zrobiła?! Wiesz ile kosztowała ta bluzka?! Zapłacisz mi za to?!
- Przeprasza to był niechcący. Nie patrzyłam jak idę.
- Nie Fran, lepiej się wycofaj - szepnęła Viola, po raz pierwszy dzisiaj dziewczyny nie były uśmiechnięte. Blondynka, na której bluzce znajdował się mój sok, wzięła do ręki ciasto stojące na stoliku obok i trzasnęła nim w moją twarz.
- Oj... Niechcący - powiedziała sztucznie. Wytarłam resztki bitej śmietany z oczu. Postanowiłam nie zostać jej dłużna i wylałam na jej głowę lemoniadę z dzbanka.
- Nie powinnaś była tego robić - powiedziała zmieniając wyraz twarzy ze złowieszczego uśmieszku na wściekły - Zapłacisz mi za to!
- Ale się boję, bo co? Blondynka przejdzie z deserów do dania głównego - powiedziałam udając jej piskliwy ton głosu i wyszłam z restauracji. Kierując się do szkolnej toalety, aby umyć twarz. Violetta i Camila cały czas szły za mną i dopiero jak znalazłyśmy się poza jej zasięgiem i jej znajomych, z którymi przyszła, zaczęły mówić.
- Fran obawiam się, że nie wiesz z kim zadarłaś. Ludmila to najbardziej wpływowa dziewczyna w szkole. Jej "przyjaciółka" Naty, jest tak naprawdę dziewczyną na posyłki, a jej chłopak Diego, potrafi być niebezpieczny - powiedziała jednym tchem Camila.
- Raz tak pobił jednego chłopaka, że trafił do szpitala na oiom. Teraz to radzę ci jej unikać, jak ognia.
- Nie przesadzajcie. Gdyby mogła mi coś zrobić już by zrobiła - powiedziałam i wyszłam już z łazienki czysta. Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. Zaraz po tym jak zajęłyśmy miejsca, weszła też Ludmila i jej Paczka. Wycierała swoje długie blond włosy różowym ręcznikiem. Mijając mnie rzuciła mi złowieszcze spojrzenie, a ja jej sarkastyczny uśmieszek. Za to jak mijał mnie Diego uśmiechną się... nawet... uroczo. I mrugną na dodatek.
- Dobrze kochani, dzisiaj mam da was zdanie domowe - do klasy weszła nauczycielka. Dość młoda. Miała loki w kolorze ciemnego blondu. Wydawała się sympatyczna - Będziecie mieli do napisania piosenkę, jaką tylko chcecie. Podzielę was w dwuosobowe pary i żadnych zamian. Swoje piosenki zaśpiewacie na sobotnim balu, dobrze - cała klasa zgodnie pokiwała głową twierdząco - No dobrze. Ludmila ty będziesz z Leónem...
- Z kim. Chyba chciała pani powiedzieć z Diego - oburzyła się blondyna.
- Nie Ludmila nie pomyliłam się, jesteś z Leónem. Diego będzie z Francescą, naszą nową uczennicą - na mojej twarzy pojawił się szok, a na jego uśmieszek za co oberwał w ramię od dziewczyny.
- Ale...
- Dość Ludmila, nie mam dzisiaj ochoty na twoje nastroje. Idziemy dalej. Naty z Federico, Camila, z Brodweyem, Violetta z Maxim... - wymieniała dalej.
 Po wszystkich lekcjach wróciłam do domu i tak jak zawsze od razu pomaszerowałam do pokoju brata. Otworzyłam jego szafę i wyjęłam z niej czarną bluzę. Założyłam ją na siebie i weszłam do kuchni, gdzie czuć było wspaniałe zapachy.
- Co na obiad? - zapytałam. Od razu poprawił mi się humor.
- Lazania, twoja ulubiona. Coś się stało, jak weszłaś miałaś złą minę?
- Nic. Taka jedna dziewczyna mnie zdenerwowała i tyle - odparłam.
- Poznałaś jakiś fajnych ludzi?
- Ta... Violetta i Camila.
- A mówiłaś, że nie znajdziesz żadnych znajomych.
 Zjedliśmy pyszny obiad, Luca jest w końcu kucharzem. Po posiłku zaczęliśmy sprzątać. Ktoś zapukał do drzwi więc poszłam otworzyć, a za nimi zobaczyłam Diego.
- Co ty tu robisz? - zapytałam wyraźnie zdziwiona jego obecnością tutaj.
- Mamy do wykonania piosenkę - odparł z uśmiechem.
- Teraz?
- Nie lubię odkładać na ostatni moment.
- Skąd w ogóle wiesz gdzie mieszkam? - zaśmiał się jakby to było oczywiste.
- Kochana, ja wiem takie rzeczy - odsunęłam się z przejścia dając mu znak głową że może wejść, ale jaszcze zatrzymałam go ręką i dodałam.
- Nie nazywaj mnie tak.
- Jak? Kochanie? Ty chyba nie wiesz ile dziewczyn chciałoby być na twoim miejscu?
- Z chęcią oddałabym im to miejsce - wszedł od środka i przywitał się z Luką.
- Dobra wiecie co ja muszę coś załatwić, więc zostawię was samych. Aaa... Siostrzyczko, mała rada. Jeśli chcesz poderwać faceta to nie noś przy nim moich ciuchów.
- Co?!!! - byłam jednocześnie w szoku, jak i też pożerała mnie wściekłość. Jak on mógł pomyśleć, że chcę go poderwać?!
- Zaczynamy kochanie? - zapytał jak tylko mój "kochany" braciszek wyszedł z domu. Nie sądziłam, że to możliwe, ale jak tylko wypowiedział słowo na "K" stałam się jeszcze bardziej wściekła. Poszłam do mojego pokoju, a on za mną. Miałam w nim parę instrumentów w tym mój ulubiony, gitarę - No to o czym będzie nasza piosenka?
- O wściekłości, i zażenowaniu? - zasugerowałam. Zaśmiał się.
- Pomyślałem o czymś takim - powiedział i zaczął mi pokazywać swoje pomysły. Jego pomysły były raczej romantyczne. Po trzech godzinach siedzenia z nim w jednym pokoju, nie mogę narzekać, bo wyszła dobra piosenka. Właśnie skończyliśmy ją śpiewać, a Diego zaczął się niebezpiecznie zbliżać. Za to ja się zaczęłam odsuwać.
- No co?
- No właśnie co? - odparłam - Powinieneś już iść - dodałam.
- Ale Francesca...
- Diego wyjdź - przerwałam mu.
- Do zobaczenia - powiedział i wyszedł zostawiając mnie samą.

- Francesca - z zamyśleń wyrwał mnie głos Angie.
- Tak?
- Jak idzie praca z Diego?
- Mamy już piosenkę - odparłam.
- Świetnie - odparła i mogłam już wrócić do myślenia, ale to nie potrwało dłużej niż minutę.
- Gapisz się na Diego,a on na ciebie. Co się tu dzieje? - zapytała Violetta.
- Co? Nie! - krzyknęłam, ale nie tak głośno żeby ktoś oprócz dziewczyn zwrócił na mnie uwagę - Ja tylko myślałam, a on siedzi przede mną więc patrzyłam na niego, tak jakby.
- Załóżmy że ci wierzymy, ale jak wyjaśnisz to, ze on patrzy na ciebie? - Cami uniosła brwi podejrzliwie.
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć.
- Oj no weź. Wczoraj musieliście spędzić ze sobą trochę czasu, skoro piosenkę już macie. Coś się wydarzyło? - Violetta nie ustępowała.
- Nic - powiedziałam i postanowiłam zakończyć już ten temat całkowicie skupiając się na lekcji. Zauważyły to więc nie zadawały więcej pytań. Wiedziałam, ze i tak będę musiała im powiedzieć, bo nie odpuszczą. Starałam się jednak unikać tego tematu. Popołudniu umówiłyśmy się na zakupy. Chciały kupić sukienki na bal. Ja raczej nie pójdę, nie mam z kim. 

- Co myślisz o tej - Viola przymierzała już 10 sukienkę w jednym sklepie i żadna nie sprostała jej wymaganiom. Camila też wyszła z przymierzalni w trzeciej. Obydwie nie znalazły nic w tym sklepie więc udałyśmy się do następnego po drodze niestety trafiłyśmy na Diego. Chciał ze mną pogadać, ale ja nie chciałam. Dziewczyny jednak nie pozwoliły mi tak odejść i lekko popchnęły w jego stronę, a same odeszły. Staliśmy jeszcze bliżej siebie niż wczoraj.
- Znalazłaś już sukienkę na bal? - zapytał.
- Nie idę na niego. A przynajmniej nie na długo. Zaśpiewamy i zmywam się - odparłam.
- Idziesz i to ze mną.
- To według ciebie jest zaproszenie?
- Gdybyś mi pozwoliła wyglądałoby to inaczej.
- Nie trudź się i tak się nie zgodzę.
- Dlaczego, wczoraj się nieźle dogadaliśmy.
- Może, ale ty to zepsułeś.
- Francesca, daj mi jeszcze jedną szansę - złapał mnie za rękę. Chciałam to przerwać, ale... Było... Miło... - Proszę dodał i uśmiechnął się - przewróciłam oczami. Miałam już powiedzieć, ze to przemyślę - Super będę o 18:00 jutro - powiedział pocałował mnie w policzek i odszedł. Od razu po tym podbiegły dziewczyny.
- Co to było? Nadal będziesz zaprzeczać, że między wami coś jest? 
- Idziemy po tą sukienkę - skoro idę z Diego to postanowiłam jednak kupić sukienkę. Camila kupiła różowo-białą, Violetta fioletową, a ja czerwoną. Po dość udanych zakupach udałyśmy się do restauracji żeby coś zjeść.

Ok, chcieliście Diecescę to proszę. Nie cała, wspomniałam już, że nie potrafię krótko. Mam nadzieję, ze się spodoba i liczę na komentarze.
Nieco inna sprawa. Założyłam bloga z jednym opowiadaniem. Jest prolog, ale ostrzegam, ze nie potrafię zaczynać i to jest tak naprawdę o niczym. Mam jednak nadzieję, że dacie mi szansę w następnych rozdziałach. Oto link: http://mi--mejor--momento.blogspot.com/.
Mam naprawdę wielką nadzieję, że jeśli ktoś to przeczytał to zajrzy i zostawi komentarz ;D
Cóż, chyba tyle mojej paplaniny.


23.8.14

Fedemiła - „Jestem twoja a Ty należysz do mnie” cz.1/3 - by Ańćć.

Opowiadanie zawiera treści wulgarne i nieprzyzwoite.
Czytasz na własną odpowiedzialność.


* Perspektywa Ludmiły *
-Nie możecie zaczekać aż zostaniecie sami? Nikt nie ma ochoty oglądać jak wymieniacie ślinę i zrzucacie z siebie ubrania – ostro wkurzony głos przerwał nam tą namiętną chwilę zapomnienia.
Tomas zabrał rękę z mojego uda i odsunął swoje usta od moich. Jednak nie puścił mnie tylko objął ramieniem i przyciągnął do siebie.
-Co, znów jesteś zazdrosny? Straciłeś swoją szansę – odpowiedział z równą złością Tomi.
-Po prostu mówię w imieniu wszystkich, którzy się tu teraz uczą i z trudem powstrzymują odruch wymiotny – odpowiedział Federico podkreślając słowo „uczą”.
Tomas wywrócił oczami i pocałował mnie w usta kilka sekund dłużej niż powinien.
-Muszę iść na zajęcia z tańca. Do zobaczenia później kocie – pożegnał mnie mój chłopak i wyszedł celowo potrącając Fede w ramię.
-Federico! Kiedy w końcu przestaniesz robić mi sceny?! - zwróciłam się do Włocha.
-Nie pozwolę żeby jakiś idiota obściskiwał się z najważniejszą dziewczyną w moim życiu – odparł z powagę patrząc mi prosto w oczy.
Nie dałam się zwieść tej jego przesłodzonej czułości i niewinności. Po tym co zrobił nie powinien się w ogóle do mnie odzywać a już na pewno odzywać w taki sposób.
-Przestań z tymi ckliwymi tekstami i czułymi słówkami. Kiedy mnie z nią zdradzałeś też byłam „ najważniejszą dziewczyną w twoim życiu” ? - zapytałam ze złością kreśląc w powietrzu cudzysłów.
Starałam się być twarda i przez ostatnie dwa tygodnie wychodziło mi to świetnie. Jednak mówienie a nawet samo myślenie o tym sprawiało mi ból. Kiedy tamtego dnia strzeliłam mu z liścia i powiedziałam, że z nami koniec, przyrzekłam sobie, że będę silną, niezależną dziewczyną, która już nigdy nie pozwoli się zranić. Wielkimi krokami zbliżały się moje 19 urodziny i koniec nauki w Studio OnBeat. Miałam w planach wyjechać na kilka miesięcy najlepiej na inny kontynent. To była zwykła, tchórzowska ucieczka, ale potrzebowałam tego.
-Po pierwsze: zawsze byłaś i zawsze będziesz najważniejszą dziewczyną w moim życiu. - powiedział łagodnie na co prychnęłam zirytowana. - Po drugie: tłumaczyłem ci to chyba ze sto razy. Byłem pijany. To był tylko pocałunek a ja od razu go przerwałem.
-Ta. Przynajmniej nie kłam. Widziałam zdjęcia i całą resztę dowodów. Zraniłeś mnie-straciłam nad sobą panowanie, ujawniając swoje uczucia. Skarciłam się w myślach i przybrałam obojętną minę. - Należysz już do przeszłości, więc łaskawie daj mi spokój na przyszłość.
Chciał coś jeszcze odpowiedzieć, pewnie zaprotestować, ale do sali wszedł lekko spóźniony Pablo i rozpoczął zajęcia.

Wieczorem szykowałam się na imprezę. Wychodziłam z Tomasem do jego ulubionego klubu. Przy moim chłopaku i głośnej, klubowej muzyce mogłam zapomnieć o wszystkich moich zmartwieniach. Ale to nie tak, że chodziłam z nim tylko dlatego żeby zamazać wspomnienia. Mimo, że Tomas nie należał do najmilszych ludzi to było mi z nim dobrze i przy mnie wcale nie był tak okropną osobą za którą uważali go inni.
Musiałam dziś wyglądać szałowo żeby widział tylko mnie, bo zawsze oblegały go tłumy napalonych lasek. Krótka, biała sukienka z koronki bardziej odkrywała moje ciało niż je zakrywała Do tego założyłam skórzaną ramoneskę z kolorze czarnym z pikowaniami i ćwiekami, prezent od Tomasa. Dodałam jeszcze mocny makijaż oczu, krwistoczerwoną szminkę i czarne buty na wysokim obcasie. Moje blond włosy ułożone w lekkie fale spływały po moich ramionach i kończyły się nad łopatkami.
Wyszłam z domu bez trudu. Mojej matki jak zwykle nie było.

* Perspektywa Tomasa *
Musiałem przyznać, że moja kocica wyglądała niesamowicie, seksownie i pociągająco. Cały wieczór podsuwałem jej drinki, sam też sporo wypiłem. Wiedziałem, że ma wolną chatę i nie zamierzałem zmarnować takiej okazji. Zostawiłem ją na chwilę na parkiecie przerywając nasz zmysłowy taniec. Chwiejnym krokiem ruszyłem do baru po kolejną porcję alkoholu.
Przy barze dosiadła się do mnie jakaś długonoga laska z krótkim, rudymi włosami, wręcz czerwonymi.
-Co taki przystojniak robi tu sam ? - zapytała i uśmiechnęła się uwodzicielsko.
Chciałem jej powiedzieć, że nie jestem sam. Obejrzałem się na Ludmiłę. Tańczyła z jakimś facetem.
Nagle poczułem dotyk niedużej dłoni na moim udzie. Ruda wyraźnie miała na mnie ochotę i była piękna.
-Może wyjdziemy gdzieś razem ? -spytała i przesunęła rękę w górę.
Ludmiła była tak bardzo schlana, ze na pewno nie będzie pamiętała, że zniknąłem na chwilę. Ująłem dłoń rudowłosej a ona z uśmiechem pociągnęła mnie od wyjścia.
Zanim przekroczyłem próg spojrzałem jeszcze ram na Ludmi. Facetem z którym tańczyła był ten przydupas Federico. Nie wiedziałem, że takie mięczaki jak on w ogóle znają takie kluby. On i moja dziewczyna byli teraz tak blisko, całował ją po szyi i błądził rękoma po jej ciele. Chciałem tam wrócić i przerwać to ale rudowłosa przyciągnęła mnie do siebie. Jej ręce trafiły na mój tors a gorące usta odnalazły moje.
Przeszło mi jeszcze przez myśl, że między nimi do niczego nie dojdzie. Federico to tylko jakiś cienias Po co ja się zamartwiam kiedy mogę się zabawić?





Oto jest druga moja praca. Jest dość krótka, ale jest to opowiadanie podzielone na trzy części, których możecie spodziewać się już niebawem.
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Czekam na wasze opinie w komentarzach :**

Pozdrawiam, Ańćć. 

19.8.14

Leonetta - "Po latach" - by. Ańćć.

Hej, no więc na początku chciałam się przedstawić. Jestem Ania, ale mój pseudonim w internetach i blogosferze to Ańćć. Mam 15 lat i mieszkam w małej miejscowości koło Częstochowy. 
Piszę opowiadanie o Darach Anioła o tu: http://clary-nocna-lowczyni.blogspot.com.
Będę współprowadzić tego oto bloga i publikować na nim swoje One Party. 
Mam nadzieję, że moja premierowa praca tutaj wam się spodoba. Dajcie znać w komentarzach. 

Dwudziestosiedmioletni Leon Verdas opuścił Studio OnBeat, w którym pełni funkcję dyrektora i nauczyciela śpiewu. Leon niewiele się zmienił z wyglądu. Do ciemnobrązowych, postawionych na żel włosów i ładnych zielonych oczu doszedł kilkudniowy, dodający męskości zarost i kilka mało widocznych zmarszczek. Wciąż nosi koszule w kratę, czasami dokłada marynarkę lub krawat.
Idzie właśnie odebrać z przedszkola córkę. Córkę jego i Violetty. Wychowuje sześcioletnią Melody samotnie, pomagają mu jedynie jego rodzice i od czasu do czasu przyjaciele. Dziewczynka wygląda identycznie jak jej mama. Te same gęste, brązowe włosy, identyczne, duże, błyszczące oczy w kolorze czekolady. Ten sam perlisty śmiech. Niemal skopiowane rysy twarzy. Dostała imię na cześć ich wspólnej pasji do muzyki i mieli nadzieję, że odziedziczy po nich talent. Oczywiście mieli rację.
Mała Melody nic nie wie o swojej mamie. Violetta wyjechała gdy Mel, bo tak na nią mówiła, miała niecałe 2 latka. Castillo podpisała kontrakt płytowy, jednak nie przeczytała go dokładnie. Myślała, że po paru miesiącach wróci do córki i męża, niestety umowa obowiązywała ją przez 3 długie lata.
Proste obliczenia matematyczne podpowiadają, że coś tu się nie zgadza. 2+3=5. Więc gdzie się podziewa pani Verdas? Sześcioletnia Melody od ponad roku powinna znów mieć matkę.
Leon odebrał córkę z przedszkola. Jak co dzień zaraz po przyjściu do domu włączył małej bajkę a sam zajął się gotowaniem dla nich obiadu.
Podał posiłek do stołu. Przez dłuższy czas jedli w milczeniu. Mała Mel spytała:
-Tatusiu, powies mi coś o mamusi?
Tak bardzo bał się usłyszeć tego pytania. Wiedział, ze córka w końcu je zada, ale nie sądził, że tak szybko. Nie miał jeszcze gotowej odpowiedzi. Co miał jej powiedzieć? „Córciu, twoja mama porzuciła nas dla kariery muzycznej”. Nie mógłby. To złamałoby jej małe, ale niezwykle wrażliwe serduszko, tak jak przed laty złamało jego serce. Wciąż cierpiał po utracie miłości swojego życia.
Przeglądał pamiątki, czytał jej pamiętniki i listy, które z czasem przestały przychodzić. Czasami, w najgorszych momentach nawet płakał. Największy bój sprawiały mu jednak ich wspólne piosenki.
Spojrzał w czekoladowe oczy przed sobą, takie oczy posiadają tylko dwie najważniejsze kobiety w jego życiu. Jedna z nich wyjechała i nie widział jej od 5 lat, druga siedzi przed nim i czeka na odpowiedź. Zasługuje na to by wiedzieć.
-Co chciałaby wiedzieć o mamusi?
Decyzja podjęta. Klamka zapadła.
-Wsystko! - zasepleniła z radością Melody.
Jej oczy rozbłysły. Była bardzo ciekawa.
-Od czego by tu zacząć... - zastanowił się na głos.
Chwilę później opowiedział córce całą ich wspólną przeszłość, rozpoczynając od momentu gdy uratował ją od zderzenia z deskorolkarzami...
Leon jak co dzień szedł do pracy, do Studia OnBeat. Około godziny 9.00 przekroczył próg szkoły.
Swobodnie poruszając się do dobrze znanych sobie korytarzach dotarł do pokoju nauczycielskiego. Przywitał się zresztą kadry i z kawą w ręku skierował do swojego gabinetu. Przygotował się do zajęć, dopił napój z kofeiną, po czym z pustym kubkiem w jednej i notatkami w drugiej ręce wyszedł w pomieszczenia.
Czytał właśnie trzeci akapit tekstu, gdy poczuł, że na kogoś wpada. Zawartość kubka, czyli resztki kawy wylądowały na jego nowej, błękitnej koszuli.
Podniósł wzrok, spoglądając na sprawczynie wielkiej, czarnej plamy na jego ubraniu. Przed nim stała drobna, wątła kobieta. Na oko jego rówieśniczka. Miała na sobie czarną, lekką bluzkę, spodnie tego samego koloru, granatową chustę i okulary przeciwsłoneczne, duże na połowę jej twarzy.
-Przepraszam – powiedziała słabym głosem.
Głosem tak znajomym, tak bliskim jego sercu. Tak wiele wspomnień ożyło w nim po usłyszeniu tego jednego, krótkiego słowa. Głosem, który wypowiedział do niego kiedyś „Kocham Cię. Najbardziej na świecie.” , „Tak. Zostanę twoją żoną”, ale też „Wrócę z parę miesięcy, niedługo się zobaczymy. Będę tęsknić”. Ale czy to możliwe? Czy ta kobieta może być nią? Ciemne, matowe, zaniedbane włosy sięgały jej niemal do pasa. Skóra na twarzy była poszarzała, bez grama makijażu. Usta suche, blade, wygięte kącikami ku dołowi. Czarne, skromne ubrania, które wisiały na jej wychudzonym ciele. Biała, skośna blizna przechodząca przez czoło i łuk brwiowy.
Leon stał tak z szokiem i niedowierzaniem malującym się na twarzy. Jego źrenice powiększyły się niemal dwukrotnie, by móc chłonąć więcej szczegółów. Między brwiami pojawiła się mała zmarszczka. Umysł zaprzątały miliony myśli, sprzecznych ze sobą.
Violetta przyglądała mu się zza ciemnych okularów. Coś, jakby wewnętrzny głos podpowiadało jej, że skądś go zna. Zdjęła okulary by móc lepiej się przyjrzeć.
Gdy Leon ujrzał ten czekoladowe tęczówki wyzbył się wszystkich wątpliwości co do tego kogo widzi. Chciał porwać ją w ramiona, wyściskać, pocałować, usłyszeć, że za nim tęskniła, że go kocha. Niestety szok sparaliżował całe jego ciało.
-Vvv... Violetta ? - spytał jąkając się
-Ttaak. Czy ty jesteś Leon Verdas?
Ach no tak. Mógł się przecież tego spodziewać. Minęło 5 lat odkąd się widzieli. On poznał ją mimo, że tak bardzo się zmieniła. A ona go nie pamięta. Najzwyczajniej w świecie zapomniała o jego istnieniu.
-Tak.
Zdziwił się gdy zamiast odpowiedzieć sięgnęła do torby i wyjęła z niej pamiętnik. Z wyrazem skupienia na twarzy, przewracała pospiesznie kartki. W końcu zatrzymała się i zaczęła czytać na głos:
-„Leon dziś pokarze mi nasz nowy dom. Już nie mogę się doczekać. Patrzę w te jego niesamowicie zielone oczy i zastanawiam się czy zasłużyłam sobie na takiego mężczyznę. Leona Verdas mojego wspaniałego męża, ojca mojej córeczki. To moje dwa największe skarby.”
Spojrzała w jego oczy i coś w niej drgnęło. Przypomniała sobie jak uratował ją przed zderzeniem z chłopakiem na deskorolce, bo wtedy po raz pierwszy ujrzała te szmaragdowe tęczówki. Nieświadomie uroniła kilka łez.
-Proszę, nie płacz. - powiedział ścierając słone krople płynące po jej policzku.
-Leon. Ja... ja nic nie pamiętam. Nie pamiętam swojego życia, ciebie, swojej córki, rodziny. Błagam cię zrób coś...
Teraz rozpłakała się na dobre. Trzęsła się i roniła łzy. Szatyn bez namysłu mocno ją przytulił. Wprowadził do swojego gabinetu. Wciąż trzymając ją w ramionach i delikatnie głaszcząc po plecach, szeptał jej, że wszystko będzie dobrze, pomoże jej, wszystko sobie przypomni.
Gdy już się uspokoiła i przestała moczyć jego koszulę zapytał:
-Jak to się stało, że nic nie pamiętasz?
-Więc, wiem tylko tyle, że rok temu przeżyłam katastrofę lotniczą. Samolot się rozbił. Trafiłam do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Miałam trzy poważne operacje i cudem wyszłam z tego wszystkiego. Na skutek obrażeń straciłam pamięć. Mój ojciec German zabrał mnie do kliniki w Hiszpanii. I właśnie tam spędziłam ostatni rok. Tata mówił, że nie mam rodziny, przyjaciół. Wiedziałam tylko, że urodziłam się w Madrycie i że moja mama zmarła jak byłam mała.
-Jak on mógł – przerwał jej zły na inżyniera.- Tak cię okłamać. Znowu. Nie urodziłaś się w Madrycie, tylko tutaj w Buenos Aires. Masz przyjaciół, ciocię, córkę i mnie.
-Wiem. Kilka dni temu znalazłam to – powiedziała wskazując pamiętnik. - Przeczytałam i nie mogłam uwierzyć. Musiałam jednak dowiedzieć się prawdy. Tata wyjechał kilka dni temu w sprawach służbowych a ja uciekałam z domu. Proszę powiedz mi wszystko co o mnie wiesz.
Leon zaczął jej opowiadać. Usłyszałam mniej więcej to co parę dni temu mała Melody. Słuchała z zaciekawieniem i wzruszeniem. Darzyła go zaufaniem i wierzyła w każde słowo.
-Wierzysz mi? - spytał dla pewności.
-Oczywiście, że tak.
-Nawet w to, że jestem twoim mężem? Przecież zupełnie mnie nie pamiętasz.
-Wierzę. Kiedy tak obok mnie siedzisz czuję jakieś magiczne przyciąganie do ciebie. Każda komórka mojego ciała chce być blisko ciebie, czuć twoje ciepło, chłonąć twój zapach. Czuję jakby łączyła nas nić, cienka i niewidzialna, ale jednocześnie mocna i nie do przerwania. Lekarz kiedyś powiedział mi, że potrzebuję silnych bodźców by wspomnienia wróciły. - zrobiła pauzę a on spojrzał na nią z zapytaniem w oczach. Biła się z myślami, ale w końcu zebrała się na odwagę. Wzięła głęboki wdech i dodała szeptem – Pocałuj mnie.
Jemu nie trzeba było powtarzać drugi raz. Przysunął się i złączył ich usta w czułym, delikatnym pocałunku. Wyrażał on jego miłość i tęsknotę.
Gdy tylko poczuła jego usta na swoich przeszedł ją jakże znany dreszcz przyjemności. W jednej sekundzie miliony wspomnień zalały jej umysł. Tych dobrych jak i tych bolesnych. Już wiedziała kim jest.
Leon niechętnie oderwał się od swojej żony. Spojrzał na nią z niepewnością i pewnego rodzaju lękiem. Lękiem przed tą bolesną i smutną wersją wydarzeń.
-I ? -zapytał.
-Przypomniałam sobie.
Obydwoje uśmiechnęli się.
-Kocham Cię – wyszeptał czule ścierając samotną łzę wzruszenia.
-Ja ciebie też kocham.
-Chodź, jest ktoś kto chce cię poznać – zakomunikował po czym wstał i wyciągnął do niej rękę.
-Melody – wyszeptała i ujęła jego dłoń.