3.3.15

Jortini "Zaufany" - by Stella

 Siedziałam sama w salonie. Oglądałam jak małe ludziki poruszają się w małym, czarnym pudełeczku. Z początku wydawało mi się to okrutne, ale Jorge powiedział, że to nie są ludzie. Nie rozumiem, ale niech będzie. Jorge jest naprawdę sympatyczny, więc czemu nie potrafię mu do końca zaufać?
- Emily nie, proszę nie odchodź!
- Muszę inaczej, zginiemy - po jej policzku spłynęła łza.
- Nie ważne nie chcę cię stracić!
 To jest dziwne.
 Zdziwiło mnie kiedy dotknął swoimi ustami jej. O co chodzi.
- Co oglądasz - odwróciłam się. Stał za mną, wycierając ścierką mokre ręce. Skierowałam wzrok z powrotem na telewizor.
- Nie wiem - odparłam - Co oni robią? - zapytałam.
- Całują się - odparł. Wiele mi to nie mówi - Możesz kogoś pocałować, jeśli kogoś kochasz.

 Jorge już posprzątał po posiłku. Podszedł do mnie i wyjął z kieszeni małe szare... "coś". Dał mi to do ręki i powiedział:
- Miej to zawsze przy sobie, a jakby się coś działo to naciśnij ten przycisk - wskazał na mały zielony guziczek.
- Po co? - zapytałam.
- Będę wiedział, że coś się dzieję i przyjdę jak najszybciej - po chwili ciszy dodał - Późno już, chodźmy spać - przytaknęłam. Podał mi piżamę, po czym weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ruszyłam do... Mojej? Jego? Czyjejś sypialni. Zaświeciłam światło, a przez moje ciało przeszły nieprzyjemne ciarki. Zobaczyłam tą twarz. Uśmiechała się od ucha do ucha, jak gdyby nigdy nic. Zaczęłam wrzeszczeć na cały głos. Obok automatycznie pojawił się Jorge.
- Co się dzieje?
- On tam jest! Za oknem! - z moich oczu ciekł strumień łez.
- Nikogo tam nie ma - stwierdził po zaglądnięciu do środka.
- Ale był! - wrzasnęłam jeszcze głośniej.
- Spokojnie. Nie bój się - powiedział po czym przytulił mnie do siebie. Objęłam go i pozwoliłam łzom swobodnie spływać - Zostać z tobą? - zapytał jak się już trochę uspokoiłam. Lekko przytaknęłam głową. Położyłam się na łóżku, a on siedząc obok nadal trzymał mnie za rękę. Po chwili zasnęłam. Sen jednak nie trwał długo. Budziły mnie najcichsze szumy. Jednak to co teraz usłyszałam to na pewno rozbijane szkło. anie przesłyszało mi się. Jorge też spał. Wstałam i podeszłam do drzwi lekko je uchyliłam. Ktoś zakrył mi usta dłonią. Jorge się obudził, słyszałam. Nic nie widziałam, było ciemno, ale czułam jak przykłada mi coś zimnego do szyi.
 Jorge zapalił światło. Do domu wparowali jeszcze inni policjanci.
- Któryś się ruszy, to poderżnę jej gardło! - wszyscy stali bez ruchu. Jorge wciąż miał w ręku pistolet, którym celował w niego, albo we mnie, nie wiem. Cicha. Nagle słychać huk, a Rodriguez pada na ziemię. Odsuwam się szybko. Jorge mnie przytulił.
- Już dobrze - szepnął próbując mnie uspokoić, znowu - Kocham cię - usłyszałam też po chwili. Przytuliłam się do niego jeszcze mocniej.

2 lata później
 Jestem już normalną osobą. Razem z Jorge jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i nawet spodziewamy się dziecka. Wyjechaliśmy z Buenos Aires. Teraz mieszkamy w Hiszpanii. Jorge znalazł nową, mniej ryzykowną pracę. Mamy mały, ale śliczny domek w ślicznej dzielnicy, wspaniałych sąsiadów i przyjaciół. Idę dalej, nie patrząc w przeszłość.
                                                                                        

Tak wiem, zepsułam!!! Pożyczcie pistolet od Jorge i mnie zastrzelcie. Mała blokada, ale uparłam się, że napiszę, bo w końcu mamy już 11068 wyświetleń!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wow!!!!!!
Dziękuję bardzo! Jesteście najlepsi! Dedykuję to każdemu! Dziękuję jeszcze raz! Pa!

7.2.15

Nowy blog!

Ok, w ankieie było 5 głosów i mam nadzieję, że tyle samo komentarzy będzie pod rozdziałem pierwszym. Blog głównie o Diego i Lodo.

3.2.15

Wracać?

A więc... Zastanawiam się czy już wrócić. Mam ferie i wena mnie nie opuszcza, bo mam już 3 rozdziały w przód, ale nie na tym blogu. 
Mam dużo pomysłów , ale nie potrafię tego napisać.
Na razie może jeszcze poczekam chwilę, a teraz mam pytanie.
Myślę o nowej historii. Tylko pozostaje kwestia czy ktoś będzie chciał to czytać. Mam już pomysł i nawet zaczęłam sobie pisać. Jednak z góry uprzedzam, że po pierwszym rozdziale, albo i dwóch pierwszych może wam to sie wydać podobne do bloga Rescata mi corazón, ale tak nie jest.
Podobne jest tylko to, że są te całe domki. Historia, wydarzenia i tak dalej będą inne. 
Więc... Chcecie tego bloga czy nie? Proszę o zostawienie komentarza, lub zagłosuj w ankiecie. Jest na górze po prawej.
Czekam na komentarze i głosy ;D

23.1.15

To jeszcze nie koniec!

A więc walę prosto z mostu. Zawieszam wszystkie blogi. Muszę się lepiej skupić na nauce, a poza tym przydałoby się nadrobić rozdziały. Nie wiem ile to potrwa, ale na pewno wrócę. W trakcie na pewno jeszcze coś tu napiszę. Jakieś coś informacyjne.
Cóż więcej mogę napisać. Trzymajcie się i mam nadzieję, że ci którzy naprawdę czytają nie zostawią mnie i wrócą, kiedy ja wrócę. To jeszcze nie koniec!
Na razie ;D

8.1.15

Jortini "Zrozumiana" - by Stella

- Nie płacz kochanie. Jesteś bezpieczna - uspokajała mnie głaszcząc po głowie.
- Boję się.
- Nie masz czego. Oni chcą ci tylko pomóc, zaufaj im Martina - Francesca jest jedyną osobą, której ufam. nie chcę żeby to się zmieniało. Dobrze mi tylko z nią.
- Możemy porozmawiać? - zapytał ten cały Pablo, czy jak mu tam było.
- Oczywiście - odpowiedziała. Nie chciałam żeby mnie zostawiała i sama o tym dobrze wiedziała, dlatego dodała - Ale z nią - widziałam ich spojrzenia. Nie byli co do tego przekonani - Rozmawiać będziemy o niej, niczego nowego się nie dowie.

- No więc może zaczniemy od pani. Jak pani się tam znalazła? - zadał pytanie. Ja tylko siedziałam przytulona do Franceski i słuchałam.
- To było 23 lata temu. Powodziło mu się bardzo dobrze. Miał własną firmę, na której zarabiał mnóstwo pieniędzy, a kobiety lgnęły do niego jak ćmy do ognia. Poznałam go przypadkiem. Ignorując wszystkie inne wybrał mnie. Dogadywaliśmy się bardzo dobrze, byłam ślepo zakochana. Postanowiliśmy razem zamieszkać, zaręczyliśmy się, jednak przyszły i gorsze dni. Stracił posadę, pieniądze. Przyzwyczajony do luksusowego życia w dostatku zaczął handlować narkotykami. Nie spodobało mi się to i postanowiłam od niego odejść. Dokładnie tego samego dnia był tak pijany, że nie panował nad sobą. Gdy się dowiedział, że chcę odejść wpadł w szał. Zaczął mnie bić, kopać, wyzywać. Na koniec przysiągł, ze jeśli spróbuję czegokolwiek zastrzeli moją siostrę, jej męża i dziecko. Moją jedyną rodzinę. Z obawy o to, że dotrzyma przysięgi robiłam wszystko co mi kazał. Stałam się jego darmową służącą. Rok później poznał młodą amerykankę Kate. Popełniła ten sam błąd co ja. Ślepo zakochana wprowadziła się do niego, myśląc, że to prawdziwa miłość. Niedzielnego popołudnia przyszła uradowana od lekarza i oznajmiła mu, że będą mieć dziecko. Z powodu braku jakiegokolwiek wsparcia, uradowania czy też jakiejkolwiek reakcji z jego strony, odeszła. Ona jednak nic nie powiedziała i nie miał jak jej zatrzymać. Wszystko było tak jak dawniej. Mnie wykorzystywał do wszystkiego. Dziesięć miesięcy później pojawiła się pod tymi drzwiami. Oddała mu płaczące niemowlę. Była to moja mała Martina - powiedziała głaszcząc mnie po plecach - Myślałam, że nie pozwoli jej żyć, a w najlepszym wypadku odda ją do domu sierocińca. On jednak podał mi ją i kazał się nią zająć. Gdy miała pięć lat już zaczął się na niej wyżywać. W piwnicy zrobił jej kryjówkę. Zresztą widzieliście, znaleźliście ją tam. Od czasu do czasu udało mi się zanieść jej coś do jedzenia i picia. Ta dziewczyna jest tam od urodzenia, nie chodziła do szkoły, nie widziała nigdy telewizora czy komórki. Nie wie o rzeczach, które teraz są dla człowieka czymś naturalnym. Kiedyś wrócił do domu pijany jak nigdy, dziwiło mnie, ze trzymał się na nogach. Razem z koleżkami wymyślili sobie, że to nagrają. To było tydzień, może dwa tygodnie temu. Nagranie jest gdzieś w domu. Znajdźcie i oglądnijcie, bo żadne słowa nie opiszą tego co jej robili.
- Co pani zamierza teraz zrobić?
- Spotkać się z siostrą.
- Co z Martiną?
- Nie wiem. Musi się jeszcze wiele nauczyć.
- Może zostać u mnie - wtrącił się Blanco.
- Jesteś pewien Jorge?
- I tak całymi dniami nic nie robię poza czekaniem na jakieś akcje.
- A jak już są to się spóźniasz.

 Z Francescą musiałam się niestety już pożegnać. Wróciłam z Jorge do tego samego domu. Dopiero teraz dokładniej przyjrzałam się salonowi. Dwie duże kanapy stojące na przeciwko siebie, a między nimi stolik. Bardzo dużo ozdób w postaci zdjęć, obrazów i rzeźb. Ale jedno przykuło moją uwagę. Czarne wielki coś stojące w kącie.
- To pianino - powiedział stając obok mnie. Spojrzałam na niego przelotnie. Podeszłam do pianina i dotknęłam, jakiegoś białego czegoś. Wydało z siebie dźwięk, przestraszyłam się i odskoczyłam od czarnego ustrojstwa. On się tylko uśmiechnął. Podszedł do tego i usiadł na równie czarnym i błyszczącym krzesełku.
- Usiądź - powiedział. Zrobiłam co kazał  usiadłam obok niego. Nasze ramiona lekko ocierały się o siebie, to jednak nie było to samo co czuć na sobie dotyk tego psychola. On był ciepły. Zaczął w skomplikowanej kolejności naciskać te białe wydające dźwięki. Wszystko ułożyło się w bardzo ładną melodię. Grał ok minutę. Nie zdejmowałam oczu z jego dłoni - Chcesz się nauczyć? - zapytał. Pokiwałam lekko głową, twierdząco. Położył dłoń na mojej i poprowadził ją kolejno na siedem białych przycisków.
                                                                                                  

Kolejna część i od razu mówię, że nie wiem kiedy będzie następna, ponieważ trochę się na niej zacięłam. Never mind.
Pierwszy post na tym blogu w 2015!!!!
Nie czuję żadnej różnicy. A wy?
Czekam na opinie ;D
Zauważyłam, ze to jest strasznie krótkie, ale nieważne. Jej jak jest.

31.12.14

Jortini "Jesteś bezpieczna" - by Stella + Nowy Rok!

Wstałam z łóżka. Było mi ciepło. Odwróciłam się i w drzwiach zobaczyłam mężczyznę. Od razu odskoczyłam.
- Spokojnie. Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. - okrążył łóżko i podszedł. Odsunęłam się ja najdalej mogłam - Naprawdę nie musisz się bać - dodał i wyciągnął do mnie rękę - Chodź. Dam ci jakieś ciuchy i pójdziesz się umyć, a potem coś zjemy, dobrze? - złapał moją rękę i lekko mnie pociągnął w swoją stronę. Zaprowadził mnie pod jakieś drzwi. Wszedł do środka. Był to jakiś inny pokój. Otworzył szafę i wyją z niej jakieś rzeczy. Wrócił i podał mi je - To ubrania mojej siostry. Powinny pasować. Tam jest łazienka - wskazał drzwi obok. Weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Słyszałam jak odchodzi od drzwi.
 Jest miły, ale i tak boję się mu zaufać. To mężczyzna. Dotychczas spotkałam w życiu siedmiu i nie chcę ich nigdy więcej widzieć. Zastanawia mnie skąd się tu wzięłam. Co to był za strzał zaraz przed tym jak zasnęłam? Kim on jest? Boję się.

~*~

 Puki ta dziewczyna się myje, postanowiłem przygotować dla niej jakieś śniadanie. Stanęło na gofrach z truskawkami.
 Zachowuje się jakby się bała. Nie wiem, co oni jej tam robili i ile czasu ją więzili, ale to musiało być straszne, żeby teraz nie była w stanie nikomu zaufać. Będę musiał się postarać, bo przydałoby się zawieść ją na komisariat. Szef musi o tym wiedzieć. Może tam nam coś powie.
 Śniadanie gotowe. Nie czekałem długo, aż wyjdzie z łazienki.

~*~

 Popatrzyłam w lusterko nad umywalką. Jestem strasznie brudna, a pod okiem mam ranę z zaschniętą już krwią. Zdjęłam zniszczone, stare i brudne ubrania i weszłam pod prysznic. Strumienie ciepłej wody zaczęły spływać po moim ciele. To najprzyjemniejsze uczucie jakie mnie w życiu spotkało. U niego jak już mogłam się umyć to w zimnej wodzie. Wymoczyłam i umyłam się już wystarczająco. Wytarłam się ręcznikiem i założyłam ciuchy, które mi dał. Różową bluzkę z białymi kropkami i krótkim rękawkiem. Zapinana była na guziki aż do samej szyi i miała kołnierzyk. Do tego niebieski spodnie i buty. Jak wyszłam siedział przy stole i robił coś z jakimś małym szarym ustrojstwem.  Jak mnie zobaczył wstał.
- Chodź, usiądź. - zrobiłam jak kazał. Popatrzyłam na talerz stojący przede mną. Jedzenie. Jak pachnie - Jedź, śmiało - od razu chwyciłam widelec i zaczęłam jeść. To nie chleb i woda - Jak się nazywasz? - nie odpowiedziałam. To, że dał mi jedzenie i ubranie, nie oznacza, ze zacznę mu ufać - Długo tam byłaś? - zadał kolejne pytanie. Nadal milczę i jem - Będziemy musieli gdzieś pojechać, zgadzasz się? - czy on mnie właśnie zapytał o zdanie? To nowość, przyznaję się bez bicia.
- Pytasz... Mnie o zdanie? - powtórzyłam to samo pytanie na głos.
- Proszę, jedna mówisz. Nie mogę nic zrobić wbrew twojej woli. Więc zgadzasz się ze mną gdzieś pojechać? - pokiwałam lekko, twierdząco głową. Skończyłam posiłek.
 Usiadłam w kolejnym dziwnym i dużym ustrojstwie, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Na dodatek samo się rusza. Po paru minutach to coś się zatrzymało. Mężczyzna wyszedł i otworzył mi drzwi. Byliśmy przed wielkim budynkiem, które w oknach miało kraty. Od razu się cofnęłam. Wolę piwnicę bez okien niż możliwość patrzenia na świat przez kraty.
- Nie bój się chodź - powiedział i pociągnął mnie za rękę. Nawet nie miałam co próbować uciec, był ode mnie dużo silniejszy. Wszedł do środka zaraz za mną. Było tam dużo mężczyzn, ubranych w czarne jednakowe stroje, a na koszulach mieli poprzypinane różne znaczki. Zaprowadził mnie do pomieszczenia z lustrem na całą ścianę, a na środku stał stół i dwa krzesła - Usiądź tu, zaraz wracam. Nie bój się, nie masz czego - powiedział i wyszedł.

~*~

- Szefie mam sprawę.
- Nie teraz Blanco, musimy się dowiedzieć, który był liderem tej całej bandy.
- To naprawdę ważne.
- Dobra, o co chodzi. Znalazłem tam dziewczynę. Jest jak z innego świata, nie ma pojęcia co się dzieje. Nic nie chce mówić. Była zamknięta w piwnicy.
- Gdzie jest? - odsunąłem się pokazując mu drzwi na mną. Ruszył w ich stronę.
- Tylko ostrożnie szefie, jest przestraszona.
- Rozumiem.

~*~

 Do tego pomieszczenia wszedł jakiś inny mężczyzna ubrany tak jak reszta. Usiadł naprzeciwko, a ten który mnie tu przyprowadził stanął obok niego. Głowę miałam spuszczoną w dół, a włosy zasłaniały mi twarz.
- Nazywam się Pablo Ramos, jestem funkcjonariuszem policji. A ty jak się nazywasz? - milczę - Chcemy ci pomóc, nie utrudniaj nam tego. Co ci zrobili? - nadal milczę.
- Sześciu gnojków i jedna piękna kobieta, co mogli jej zrobić? - wtrącił się.
- Blanco chociaż raz wyczuj moment i ucisz się. Jak długo tam byłaś? - ... - Może inaczej. Chodźcie - powiedział i wstał. Blanco czy jak mu tam chwycił mnie za rękę i delikatnie podniósł. Weszliśmy do pomieszczenia obok. Tym razem zamiast lustra była tam wielka szyba. Zaczęli tam wchodzić, cała szóstka po kolei. A na końcu weszła Francesca.
- Francesca! - chciałam podbiec do niej, ale mnie zatrzymał - Puść mnie! Zabierzcie ją od nich! Słyszysz! Zabierz ją stamtąd jak najdalej od niech! - ktoś ją stamtąd zabrał, a po chwili weszła do tego samego pomieszczenia, w którym znajdowałam się ja. Od razu wyrwałam się z objęć Blanco i podbiegłam do mojej kochanej Franceski, przytulając się do niej i płacząc.
                                                                                      

Ok, wiem, ze miało być pod pierwszą częścią 6 komentarzy, a są tylko 2, ale postanowiłam dodać razem z Nowym Rokiem.
Więc...
Życzę wszystkim by nadchodzący już dużymi krokami rok był dużo, dużo, DUŻO lepszy niż ten. Spełnienia marzeń oraz postanowień noworocznych. Ja żadnych nie mam, może poza ogarnięciem blogów, bo mam trochę bałagan i nie wiem co gdzie i jak. Mam nadzieję, że tyle wam wystarczy. Mimo, że krótkie i nijakie, to prosto z serca ;D
Do następnego w kolejnym roku :)

27.12.14

Jortini "Ocalona" - by Stella

UWAGA! Pojawią się wulgaryzmy!

 Miesięczne dziecko nie przestawało wrzeszczeć. Młoda kobieta miała już dość tego krzyku. Głowa ją od tego bolała. Nareszcie dotarła pod ten dom. Zadzwoniła dzwonkiem, a po chwili otworzył jej drzwi. Z papierosem w buzi i jak zawsze pijany. Bez zastanowienia oddała mu malutka dziewczynkę. 
- Co to jest? - zapytał szorstkim głosem. Oddał ją kobiecie, która pojawiła się obok niego.
- Twoja córka. Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolony - powiedziała i odeszła.
- Co ja mam z nią zrobić?!
- Co chcesz. To twoje dziecko.
Nigdy więcej jej nie zobaczył. Dziecku dał na imię Martina, ale za często tego słowa nie używał.

 Jak zawsze zimno i wilgotno. Siedzę skulona w kącie, ale to nic nie daje. Na rękach i nogach mam gęsią skórkę i cała się trzęsę.Czasem zastanawiam się czemu to akurat ja na niego trafiłam. Co takiego zrobiłam np: w poprzednim życiu. Ciągle głodna, spragniona, zmarznięta, brudna, obolała i zmęczona. Raz na jakiś czas Francesca (nie chodzi o Lodo, to tylko jakaś przypadkowa kobieta) przynosi mi trochę chleba i wody oraz świeże ubrania. Niestety rzadko. Może to zrobić tylko wtedy, kiedy jego ni ma w domu, a przeważnie siedzi na górze i pije ze swoimi obleśnymi kolegami. 
 Nadgarstki mnie już strasznie bolą od łańcuchów, którymi jestem tu przywiązana. Gdyby nie wystarczyło to, że drzwi są na hasło i a to jest piwnica i żadnych okien nie ma.
 Słyszę czyjeś kroki i serce zaczyna mi coraz szybciej bić. Ten ktoś jest coraz bliżej, a ja w duchu mam nadzieję, że to Francesca. Po policzku spływają mi łzy. Słucham pięciu piknięć wpisywanego hasła i drzwi się otwierają. NIE! To jeden z nich. Złapał mnie mocno za rękę i otworzył kłódkę spinającą łańcuchy. Mimo sprzeciwów wywlókł mnie z piwnicy i rzucił na czarną kanapę, stojącą w śmierdzącym alkoholem i zamglonym od dymu papierosowego salonie.
- Wiesz co teraz suko - powiedział szorstkim głosem jak zawsze.

~*~

 Nie miałem nawet czasu się przebrać w ubrania robocze. Musiałem szybko wyjechać z domu. Pilna sprawa, znaleźli miejsce pobytu szaleńca, którego szukamy już od dłuższego czasu. Zdążyłem jedynie zabrać odznakę, broń i niezbędną latarkę. Szybko pojawiłem się na miejscu, w odpowiedniej odległości od domu. 
- No nareszcie Blanco, nie masz żony, ani dziewczyny, dlaczego zawsze jesteś ostatni?
- Przepraszam szefie.
- Chłopaki wejdą pierwsi i z zaskoczenia i wyłapią. Ty z tym uzbrojeniem lepiej się tam nie pchaj pierwszy. Jak ich już zakują w kajdanki i wyniosą ze środka pójdziesz ze mną i sprawdzimy czy ktoś się tam nie ukrył lub oni czegoś nie schowali.
- Jasne. - odparłem. Dziesięciu chłopaków z odpowiednim uzbrojeniem ruszyli przed siebie. Po chwili słychać było strzały, ale ostatecznie to nasi wygrali i wyprowadzili sześciu mężczyzn i kobietę z budynku. Krzyczała, mamrotała pod nosem, ale nie rozumiałem co. Jeden z nich pokazał nam ręką, że możemy już wejść i sprawdzić teren. Szef wszedł na górę, a ja zostałem na parterze. Była to duża posiadłość, ale przeszukałem każdy kąt i nie znalazłem nic podejrzanego. 
- Masz coś - usłyszałem. Miałem już powiedzieć, ze nie, ale dziwnie ugięły się pode mną deski, którymi była wyłożona podłoga w garażu. Tak jakby nic pod nimi nie było. Kucnąłem i podniosłem jedną z nich. Poświeciłem sobie latarką i ujrzałem schody w dół. Usunąłem resztę niepotrzebnych desek i zszedłem na dół. Zaraz za mną szef.
- Nieźle Blanco, ale nic tu nie ma. - powiedział i wszedł na górę - Idziesz?
- Nie jeszcze tu pogrzebię - powiedziałem i dokładniej rozglądnąłem się po pomieszczeniu. W rogu ujrzałem mały monitor. Był na nim obraz tak jakby z kamery. W kącie jakiegoś ciemnego pomieszczenia była skulona jakaś dziewczyna. Tu gdzieś musi coś jeszcze być... TA SZAFKA! Ona mi jakoś podejrzanie za bardzo wystaje. Otworzyłem ją, a w środku nie było nic. Nie poddałem się jednak i odsunąłem ją od ściany. 

~*~

 To było okropne. Jak można być takim bezdusznym człowiekiem? Dopiero co mnie puścili, a chyba znowu ktoś tu idzie. Jestem wykończona. Ledwo mam siłę zerkać na drzwi. Słyszę szuranie, tak jakby ktoś znowu odsuwał tą cholerną szafkę. Po chwili głośniejsze szuranie. Jeszcze chwilkę później strzał z pistoletu. W tym momencie byłam ta przerażona, że po chwili odpłynęłam.

~*~

 Za tą szafką był sejf. On też dziwnie się kołysał. Użyłem całej siły i jego też udało mi się odsunąć. Za tym też było pomieszczenie. Kto jak kto, ale ja mm nosa do takich rzeczy. Szef już pewnie pojechał, a szkoda zdziwiłby się. Wszedłem do środka i oświetliłem nieco pomieszczenie latarką. Cholernie tu zimno. Wilgoci też nie brakuje, tu jest ze dwa centymetry wody. Naprzeciwko mnie były żelazne, potężne drzwi. Spróbowałem je otworzyć, ale ani drgnął. Są na hasło. Strzeliłem w zamek i same się uchyliły. Jest ta skulona dziewczyna, podszedłem do niej chyba śpi. Przyłożyłem dwa palce do jej szyi. Jest puls, więc żyje. Rozglądnąłem się i znalazłem włącznik do światła. Była ubrana w lekką niebieską spódniczkę i białą koszulkę na ramiączka. Nie miała butów i siedziała na betonowej ziemi zalanej lodowatą wodą. Sama zresztą była lodowata. Zdjąłem bluzę i zostając w samym podkoszulku okryłem ją. Wziąłem ją na ręce. Była taka chuda i drobna, że bałem się, że coś sobie połamie przy najmniejszym uderzeniu. Takie głupie wrażenie. Zupełnie jakbym trzymał noworodka. Dokładnie to samo. Posadziłem ją na miejscu pasażera w moim samochodzie i zapiąłem pasy. 

~*~

 Obudziłam się, czyli żyje. Ale co to było za strzelanie? Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem? Leże w łóżku, pachnąca pościel, jasne, ładne pomieszczenie. Co się stało ostatniej nocy?



Ok! Dzisiaj 27 więc oto Jortini ;D
Mam nadzieje, że się podobało.
6  komentarzy = kolejna część